Playing via Spotify Playing via YouTube
Skip to YouTube video

Loading player…

Scrobble from Spotify?

Connect your Spotify account to your Last.fm account and scrobble everything you listen to, from any Spotify app on any device or platform.

Connect to Spotify

Dismiss

A new version of Last.fm is available, to keep everything running smoothly, please reload the site.

Lyrics

Budzę się szarym świtem i chwytam się za serce
Czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze szczęście?
A może jest już po mnie, bo mam buty woskowane
Ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek

Nie ma z kim, nie ma o czym, nie ma co i nie ma jak
Nie ma gdzie i nie ma po co, każdy jest z sobą sam
Wychudły Don Kichot siodła swą Rozynantę
A ślepy Bóg za sterem znów prowadzi nasza łajbę

Lyrics continue below...

Don't want to see ads? Upgrade Now

Telefon niech milczy nagranych uczuć dramat
Złe wieści jak bezpieka także przychodzą z rana
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki
Mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Ranki bym zniszczył

W radiu gra Chick Corea, prezenter dobry człowiek
Zaprawdę jest wesoło niczym w rodzinnym grobie
Uśmiecham się jak mumia, mam wory pod oczami
Różowy świt mnie nudzi, a dzień nowy już nie mami

Coś pleciesz o tym, co byś znów ze mną robić chciała
Pomału stygnie pościel, dołki po rozgrzanych ciałach
Wszystko oblekła szarość, jak tu orzec czyjąś winę
Drwal machnął swą siekierą, łączącą przeciął linę

Dwa łóżka jak dwa kraje dzielą pograniczne słupy
Wzdłuż ozdób na tapecie ciągną się kolczaste druty
Gdy sen nadejdzie błogi, już nie męczą żadne zmory
Wszak była we mnie miłość, dziś jest pusta złość i gorycz
Druty bym zniszczył

Przeklęta ta godzina, ten moment, chwili przelot
Gdy rzeczy się wahają na styku czernią z bielą
Gdy jeszcze półmrok toczy odwieczną wojnę z brzaskiem
Bezsenność jest cierpieniem, palącym w oczach piaskiem

A wszystko huczy w głowie i tępo kłuje w boku
Chciałbym na dobre zasnąć, nie myśleć i mieć spokój
Z łokciami na kolanach słyszę, jak łzy twoje płyną
Na życie już za późno za wcześnie, żeby ginąć

Co było jeszcze wczoraj, niepotrzebne dziś nikomu
Ostatni kawy łyk, bo nie ma więcej kawy w domu
Wszak przyjdzie, co przyjść musi, nadejdzie nieproszone
Chleb z masłem zawsze spada na posmarowaną stronę
Masło bym zniszczył

Mówisz mi o nadziei i siecią słów oplatasz
Co jak szpiegowskie sondy krążą dookoła świata
Rozebrać się z piżamy może bym i umiał jeszcze
Dwadzieścia lat mówiłem, dziś mi się już mówić nie chce

Z plakatu w ubikacji knur spasły do mnie mruga
Pędząc zabiera wszystko spienionej wody struga
Spłukuje to, co było i niesie wprost do ścieku
A mnie tu przyjdzie zostać, nim zbraknie mi oddechu

Macam się po nadgarstku, na dworze prawie świta
Zegar godziny bije i kolejnym dniem nas wita
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki
Mógłbym się zaśmiać głośno, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Miłość bym zniszczył

Budzę się szarym świtem i chwytam się za serce
Czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze szczęście?
A może jest już po mnie, bo mam buty woskowane
Ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek

Writer(s): Antoni Muracki, Jaromír Nohavica, Karel Plihal

Don't want to see ads? Upgrade Now

Similar Tracks

Features

API Calls