Слушать через Spotify Слушать через YouTube
Перейти на видео YouTube

Загрузка проигрывателя...

Скробблишь из Spotify?

Подключи свой аккаунт Spotify к аккаунту Last.fm и регистрируй все, что ты слушаешь в приложениях Spotify на всех устройствах и платформах.

Подключиться к Spotify

Отклонить
Отклонить

As your browser speaks English, would you like to change your language to English? Or see other languages.

Доступна новая версия Last.fm. Чтобы продолжить беспрепятственное использование сайта, обновите его.

Вики

"Nasze spotkanie po latach okazało się trafnym pomysłem. Krótko mówiąc muzyka do Nocy jest połączeniem dwóch ekstremalnych światów. Mojego romantycznego, rzewnego rozpasania oraz delikatnych, minimalnych, analogowych brzmień maszyn Wirkusa. Wzbogacona dodatkowo w oszczędne faktury jego perkusji."
Mikołaj Trzaska
"Źródłem inspiracji do Nocy, oprócz sztuki Andrzeja Stasiuka, która stała się głównym powodem odbycia sesji nagraniowej, są także nasze wyimaginowane i autentyczne podróże odbyte między Wschodem a Zachodem. Odważnie poruszamy się pomiędzy minimalną elektroniczną awangardą, free jazzem i folklorem, którego elementy wykorzystujemy tu oszczędnie i z ogromnym szacunkiem. W ten sposób unikając często typowego dla world music kiczu".
Paul Wirkus.Poniekąd związana z literaturą jest też następna płyta wydana przez Kilogram - "Noc" autorstwa duo Trzaska - Wirkus. Jest to muzyka do spektaklu teatralnego na kanwie dramatu Andrzeja Stasiuka pod takim samym tytułem. Na marginesie można odnotować, że niemiecka premiera przedstawienia została przyjęta owacją na stojąco. Zanim przystępujemy do odsłuchu - podobnie jak w przypadku poprzedniego wydawnictwa - uwagę zwraca również nad wyraz gustowna okładka, której czerpany papier sprawi, że wszelkiej maści muzyczni fetyszyści poczują się jak w niebie; niewątpliwie label kieruje swoją ofertę do smakoszy i koneserów. Właściwa zawartość płyty wywołuje równie pozytywne wrażenia estetyczne. Urzeka stonowaną, oniryczną, atmosferą, w której to na pierwszy plan wybija się raczej Trzaska. Wirkus wydaje się zostawać trochę bardziej z tyłu, generując szeleszczące, ciemne tekstury, w których niczym gwiazdy na niebie rozbłyskują metaliczne, ale subtelne popiskiwania, pomruki itp. W aurze tak zagęszczonej atmosfery wybrzmiewają dosyć krótkie frazy instrumentów dętych - klarnetu basowego, saksofonu altowego, fletu i harmonijki. Wszystko to tworzy czarujący, zaiste nocny klimat.
recenzja: Michał NierobiszPo zapoznaniu się z informacjami o najnowszej propozycji "Kilogram Records", doszedłem do wniosku, że skoro płyta zawiera muzykę inspirowaną tekstem, to by w pełni ją docenić, wypadałoby poznać obie "Noce".
Zakupiwszy zatem w pobliskiej księgarni dwupak, w skład którego wchodzą obydwa wzmiankowane dzieła, niezwłocznie przystąpiłem do ich równoczesnego przyswajania. Niestety z przykrością skonstatować muszę, że płyta "Noc" nie sprawdza się w roli muzycznej tapety służącej jako tło do czytania. Już po kilku minutach przestałem śledzić tekst - który, jak to dopiero później się okazało, wart jest tych paru chwil spędzonych w jego wyłącznym towarzystwie - zaś moją uwagę zajęły dźwięki dobiegające z umieszczonych w pobliżu głośników. Porzuciwszy zatem lekturę, skupiłem się już wyłącznie na słuchaniu (czego zresztą nie żałuję), a oto garść uwag, którymi chciałbym się podzielić z ewentualnymi czytelnikami.
"East Meets West", czy jakoś tak, brzmiał slogan, na który gdzieś, nie pomnę już dokładnie gdzie, natrafiłem, szukając porad przed-ewentualnie-zakupowych. "East" - w tym przypadku to zapewne Mikołaj Trzaska, jego flet, klarnet, harmonijka, a być może i nawet saksofon, bo wszak Trzaska gra "polski jazz". "West-em" zaś są Paul Wirkus oraz jego elektronika i preparowane perkusjonalia. Wschód i Zachód, tu reprezentowane personalnie przez Polskę i Niemcy, muzycznie zaś głównie splatające środkowoeuropejski, ludowy smętek z chropawym wielkomiejskim post-technowym chłodem, przekomarzają się ze sobą, czubią się, drażnią, zwodzą i uwodzą. O dziwo, potrafią też współpracować i się dopełniać. I tak, elektroniczny trzask kontrapunktuje tęskną kantylenę klarnetu; plamy, drony, klikające bity, szmery i szumy, zasnuwając wszystko mrocznym elektrycznym dymem, głęboko wgryzają się w akustyczną tkankę improwizacji. Jednak krucha równowaga zostaje zachowana, bo gdzie indziej dominować zaczynają Trzaskowe partie akustyczne, nieco bardziej plastyczne, nieco bardziej oswobodzone, bowiem nie uwiązane kablem mogą swobodnie szybować i przez co posiadają wyraźnie mniej, niźli te Wirkusowe, repetytywny charakter. Czyżby domeną Wschodu miała być większa wolność?
Być może zamysłem muzyków było połączenie nieco statycznej, lekko tylko modulowanej "elektroniki" ze swobodą tzw. czynnika ludzkiego; próba odhumanizowania improwizacji, a może wręcz przeciwnie - uczłowieczenie muzyki elektronicznej. Cokolwiek by to nie miało być, to dla słuchacza liczy się przede wszystkim rezultat, a ten uważam za całkiem udany. Być może nawet za więcej niż udany. "Noc" Wirkusa i Trzaski to kawał bardzo dobrej muzyki, dość oryginalnej i osobistej; muzyki własnej, pozwalającej zarówno rozpoznać w niej oblicza obu muzyków, jak i poznać zalążki czegoś innego, nowego, jakiejś Trzaskowo-Wirkusowej hybrydy. "Noc" zawiera muzykę, z jednej strony w miarę nowoczesną, która powinna ukoić głód nowinek, z drugiej zaś na tyle tradycyjną, że na pewno przez jakiś czas chętnie będziemy do niej wracać. I zapewne dopiero owe powroty pozwolą ją w pełni docenić, bo pomimo pozornej prostoty wiele w niej się dzieje, wiele szczegółów wymagać będzie odkrycia, zrozumienia czy też przeżycia.
Gorąco rekomenduję tę płytę, bo uważam, że warto i należy ją znać, gdyż jest to chyba jedna z ciekawszych rzeczy w dorobku zarówno Trzaski, jak i Wirkusa. Ja postawię ją na półce niedaleko "Fudo", "Mimikr", "3/5/1", "Danziger Strassenmusik", "Andruchoida" i "Mikro Muzik". I sądzę, że dość często będę do niej wracał.
Warto też przeczytać Stasiukową "Noc", choć ta nastrojem wyraźnie odbiega od muzyki. Sztuka została przez autora określona mianem tragifarsy i rzeczywiście sporo pojawia się w niej elementów komicznych, których na płycie raczej się nie uświadczy (a może są, a tylko ja nie potrafię ich odnaleźć?), bowiem muzyka jest wyciszona, całkiem nastrojowa i pomimo pewnych chropowatości i ekspresji niektórych solówek wręcz klimatyczna. Nie jest to jednak zarzut, lecz tylko przedstawienie stanu faktycznego - przygotowanie tych, którzy znają już tekst Stasiuka i chcieliby poznać muzykę. Do sięgnięcia po płytę namawiam również i tych, którzy książeczki nie czytali i być może nie mają zamiaru czytać, bo ta muzyka obroni się sama.
recenzja: Tadeusz Kosiek (Diapazon.pl)
O obu artystach można by napisać wiele, każdy z nich przeszedł długą drogę w swej twórczośći. Zarówno Mikołaj Trzaska, jak i Paul Wirkus niejedno muzyczne oblicze mają. Pierwszy z nich kojarzony jest z narodzinami yassu, z którego to nurtu wywodzi się wielu uznanych muzyków. Oficjalnie lideruje Łoskotowi, stale działa z braćmi Olesiami, współpracował ze Świetlickim, Ostrowskim (tym z Bexa Lala), jak również współtworzy, wraz z Jarosławem Grzesicą, Trzaska Seed Electronic Ensemble.
Paul Wirkus – kiedyś, dawno perkusista w punkowym Karcerze, potem spotkanie z Marcinem Dymiterem i powoli już chyba legendarna płyta „Fudo”. Arysta bardzo płodny, wydawał wiele solowych płyt, które często przechodziły niezauważone. Działa na polu minimalnej (przede wszystkim jeśli chodzi o środki, gdyż w wyrazie jego muzyka jest bogata, choć stonowana) elektroniki, ale nie porzuca swego instrumentu – czego dowodem nagranie na dwie perkusje z Maciem Morettim – „Na baterie” i koncerty podczas Unsound on Tour.
Co wydaje mi się ciekawe i co łączy obie postacie to w pewnym sensie – późny sukces. Choć zarówno późny, jak i sukces są tu słowami niedokładnymi, jedno bardziej od drugiego. Faktem jest, że w przypadku Wirkusa uznanie, jakie już wcześniej mu się należało , przychodzi za sprawą „Inteletto dAmore” wydanego w 2004 przez pododział Staubgold – Quecksilber.
Trzaska natomiast powoli wchodzi w obieg międzynarodowy, nagrał najpierw płytę z sekcją Petera Brotzmanna – „Unforgiven North”. Natomiast niedawno wyszedł album „Malamute” sygnowany jako North Quartet, gdzie nie tylko jest sekcja Brotzmanna, ale również legenda saksofonu we własnej osobie. Polak wszystkie swoje płyty wydaje we własnej oficynie – Kilogram Records, która zawsze dba o edytorską stronę wydawnictw, także każdemu albumowi towarzyszy staranna oprawa graficzna (zwykle dzieło Macia Morettiego), która dopełnia część dżwiękową. W przypadku „Nocy” na okładce widzimy zarys granicy polsko-niemieckiej, z zaznaczonymi przejściami granicznymi, który jest stylizowany na jakąś gwiezdną konstelacje.
Album „Noc” jest bowiem muzyką do spektaklu według tekstu Andrzeja Stasiuka, pod tym samym tytułem, który jest koprodukcją Düsseldorfer Schauspielhaus i Starego Teatru w Krakowie. Ponieważ przedsięwzięcie jest jakoś powiązane z ideą integracji, współpracy unijnej i tak dalej, muzykę też mieli stworzyć wspólnie artyści z dwóch krajów. Do pary Trzasce dobrano Paula Wirkusa, który w tej sytuacji jest reprezentantem niemieckiej strony.
Płyta jest dość krótka, wypełniona lapidarnymi minaturkami, które charakteryzują się ażurową wręcz konstrukcją. Zdecydowanie jest to muzyka w małej skali, do brania pod lupę – słuchania uważnego. Składa się z drobnych fragmentów, ostrych (ale bez bólu), wcinających się, klików i pojedycznczych sygnałów maszynek eletronicznych, jakby nadawanych z oddali, dochodzących z kosmosu. Jeśli pojawi większa porcja dźwięków to wydaje się, że służą one zaznaczeniu jakiegoś obszaru, odmierzeniu czasu. Trochę delikatnego obstukiwania perkusji. Do tego proste frazy klarnetu, z rzadka saksofonu.
W obu przypadkach wyciszone, ani śladu ekstatyczności. Uspokojone, uspakajające, trafne, trafiające. Jeśli na tym albumie doszło do zderzenia (dwóch wrażliwości dźwiękowych), to na szczęście zarówno muzycy, jak i słuchacz wychodzą z niego bez szwanku. Przypomina to trochę „M.=addiction” Dictaphone, ale jest o kilkanaście stopni chłodniejsze.
Jest w tym wyrafinowanie, szkoda, że nie ma całościowego ładu, że utwory nie tworzą w jakiś sposób narracji. Ale to zakrawa na nadmierne marudzienie – również incydentalność tych kompozycji frapuje tak mocno, by nadstawić ucha.

Изменить вики-статью

Надоела реклама? Оформи подписку

Features

API Calls