Share

Motioni w Fabryce Trzciny

24 Oct 2007, 09:10

Tue 23 Oct – Motion Trio
O Motionach mozna pisac i pisac, wiec tym razem znow zajme sie analiza samego zjawiska koncertu jako kontaktu artysta - widz. Ciezko to zabrzmialo, ale na kolejnym koncercie z rzedu zaskoczyla mnie postawa publiki.

Jakis miesiac temu w Warszawie gral Faiz Ali Faiz i Duquende. Muzyka i rytmika Qawwali do najprostszych nie nalezy. Flamenco takoz (pokazcie mi kogos, kto bez problemu wyklaszcze nawet prostszy kawalek). Do tego "koncert siedzacy", a artystow dzieli od publiki kilkanascie metrow... Ogolnie - dwa swiaty. Wystarczylo jednak kilka minut i caly ten dystans gdzies znikl. Publika swietnie sie bawila i pokazywala to artystom: byly okrzyki, spontaniczne oklaski... A ja bylem w szoku, ze ta warszawska publika jak chce, to moze ;)


Kolejny koncert dwa tygodnie temu. Dick4Dick. Napisalem o nich poprzedni journal, wiec pokrotce:
Na zywo wymiataja - biegaja w rajstopach, polewaja sie piwem - ogolnie typowy band koncertowy. Do tego - graja rock-electro. Muzyke przy ktorej az chce sie skakac. Do tego - na koncercie stoi sie 30 cm od nich. Do tego - zagrali rewelacyjnie. A publika? Ok: kilka osob tanczylo. Ok: oklaski trwaly dosc dlugo. Ale.. spodziewalem sie duuuzo lepszych reakcji.

No i wczoraj. Motion Trio.

Widzialem ich na zywo conajmniej 10 razy, wiec wiedzialem co sie moze dziac ;) No ale znow: Koncert ą ę. Bilety po 7 dych, wiec najdrozszy ze wszystkich poprzednich koncertow. Miejsca siedzace. Artysci na scenie, scena 10 metrow od publiki. Goscie w gajerkach, wsrod publiki Anita Lipnicka, Urszula Dudziak, Jarosław Boberek (muzycznie kojarzony najbardziej jako Lemur Wyginajacy Smialo Cialo ;). I znow - nie wiem czym to jest spowodowane, ale juz po pierwszym kawalku cala atmosfera "niepewnosci" mija. Publika sie bawi, chociaz Motioni jak zwykle przeplataja lekkie kawalki ciezszymi. Znow musze pochwalic Warszawiakow i stwierdzic, ze nie mam pojecia czemu na jedne koncerty reaguja tak, a na inne inaczej.

Wracajac jednak do samego koncertu - moge jedynie troszke pomarudzic na dobor utworow i ich kolejnosc. Zdziwil troche brak genialnego chociaz ciezkiego Sounds of War. Zamiast (chociaz moze to zle slowo) niego zagrali kilka "lekkich" kawalkow - ni z kopem, ni refleksyjnych. Nie bylo Psalmu (genialnego imo), a bylo np. China Town - kawalek, ktory bardzo pasowal mi jako podklad na festiwalu filmow niemych, ale wydaje mi sie wybitnie niekoncertowy. Mimo to, tradycyjne mocne 9/10 (czyli 8/10 + 1 za bisy bez konca).
Dodajmy jeszcze kolejne 2 punkciki za wydarzenia pokoncertowe i mamy ocene 11/10 ;)

Wielkie dzieki dla mojej ekipy pod wezwaniem czyli Karincomy, Reni i Szczepana. Takoz wielkie dzieki dla chlopakow za pokoncertowe ploty, stylizacje i degustacje ;)

Do zobaczenia! :)

Comments

Leave a comment. Log in to Last.fm or sign up (it’s free).