Joy Divison

Joy Divison?
Kawał mojego życia, trzecia klasa liceum, spoglądanie wstecz ze strachem, przed siebie ? też mało przyjemne zajęcie.
Był tylko Curtis i Isolation. Spotęgowanie wszystkich najbardziej pojebanych cech jakie posiada 5w4, próba doszukiwania analogii, podobieństw między Ianem a mną.
Sraka, co tu kryć, teraz pukam się w moje pomarszczone czoło, gdy myślę o tym "rozdziale w moim życiu" jakkolwiek to patetycznie brzmi : D.
Teraz w moim życiu jest weselej, więc i Joy Divison odeszło na bok, razem ze swoim depresyjnym przesłaniem, muzyką, tekstami.
No i prezentacja maturalna 20/20 , co też się chwali.
Iron Maiden

Whoa.
Wspaniali, niepokonani.
Możemy kpić z heavy patosu, koszulek, maniactwa, debilnej tematyki, specyficznej stylistyki.
Ale z Ironów kurwa nie będziemy kpić.
Nigdy.
To jest jeden z pomników na mapie "zhredek live", przeżyłem przy niej wspaniałe chwile, i tutaj - uwaga zajebista zmiana klimatu - i tego gorsze też.
Czy z Dickinsonsem na wokalu, Blazem, Paulem, Moją Matką -> zawsze dawali radę.
Po prostu... jest, miłe wspomnienie-Ironi w tle... Tak powstają zespoły Twojego życia, towarzyszą ci w jego przełomowym okresie [odkrywcze jak kopalnie].
Skóra w gimnazjum, koszulka Fear Of The Dark, bójki, kłótnie między licealistami o to, że Ironi nie są kwadratowi. [ oczywiście, że nie są , kurwa! ].
Pink Floyd

Po prostu się wkręcili w moje życie, bez jaj.
Nigdy bym się nie spodziewał, że zawładną mną w takim stopniu .
Pink Floyd= stary, czyli zazwyczaj maksymalna sraka.
Nie w tym wypadku.
Wystarczyło ukraść pierwszą płytę Pink Floydów, usłyszeć Lucifer Sam.
Ja tego kota kurwa nie wytłumaczę, to trzeba usłyszeć, kiedy Syd po prostu zrezygnowany przyznaje się do tego... W 1967 r. ! WTF? Za to powinni wisieć.
Lewa ścieżka, prawa ścieżka, kot, lucyfer, nie, to jakiś żart.
Potem poszło ostro- Atomowe serce Mamuśki, genialne Echoes, przy którym bydlęta klękają.
Genialna muzyczna podróż przez tony wspaniałej muzyki, wystarczy tylko połknąć haczyk.
Można liznąć dark side, zakochać się w The Wall.
Black Sabbath

tak tak, jestem iron man.
Pierwsze dźwięki Black Sabbath wystarczyły.
Jak można tak grać w 1969?!
Pociągłe, monumentalne, groźne.
Tutaj nie można dyskutować, to trzeba przyjąć za pewnik.
*
tak, to nie są w żadnym wypadku najlepsze, najwspanialsze.
Nie potrafię wskazać moich ulubionych zespołów, swoją drogą zadanie w chuj infantylne, ale.
To one wywarły na mnie największe wrażenie, towarzysząc mi w wielu chwilach.
Chciałbym, aby takich zespołów było więcej w moim życiu.



