Side liner - My Guardian Angel (cosmicleaf.com)

 
    • headbot said...
    • User
    • 26 Apr 2008, 23:14

    Side liner - My Guardian Angel (cosmicleaf.com)



    Dawno już żadnej recenzji muzycznej nie pisałem. Nieco wyleciałem z wprawy, zastałem się, muzycznie co prawda dbam o rozwój ale z pisaniem jest jakby gorzej. To nie chodzi nawet o czas. Bardziej chyba chodzi o impuls. Dziś pragnę przedstawić Wam coś, co nie dość, że ów impuls wzbudziło, to w dodatku na tyle silny, że prócz samej recki, nieco materiału dodatkowego się zebrało (w tym i mała niespodzianka).

    Swego czasu recenzowałem krążek Side Linera - Once Upon a Time. Wystawiłem mu wysoką notę ośmiu punktów w mojej dziesięciopunktowej skali. Dziś mógłbym tę ocenę tylko powtórzyć ale pewnie dałbym oczko niżej. Dlaczego? A dlatego, że jestem po przesłuchaniu My Guardian Angel...

    Kim jest Side Liner? To młody chłopak, Grek zwący się Nik Miamis, jeden z tego pokolenia elektronicznie rozwiniętych twórców. Grecja jest bowiem elektroniczną muzyczną potęgą i tak, jak zasadniczo niczym wielkim raczej pochwalić się nie może, tak jeśli o muzykę chodzi - może stanowić pewien wyznacznik jakości, twórczego pędu, wyobraźni i warsztatu. Side Liner to jeden z chyba bardziej znanych ichnich twórców. Koleś o bogatej wyobraźni muzycznej, umiłowaniu prostoty w muzyce ale przy okazji ową prostotą umiejący stworzyć niesamowite klimaty. Nawet składanki przez niego kompilowane mają to COŚ, co stanowi o sile składanek. Nova Natura to mój wręcz ideał składanek psybientowych. A prywatnie to strasznie miły i sympatyczny facet, bardzo pomocny i nieobruszający się na wspomnienie, że jego najnowszy album ukradłem w sieci . Spoko, to tylko kwestia najbliższej wypłaty, gdy zaległości nadrobię i płytę kupię. Bo że kupię, to pewne. Uwielbiam, gdy twórca ma do słuchacza zdrowe podejście. To się udziela i słuchacz ma do twórcy podejście podobne - przede wszystkim zaś z własnej, nieprzymuszonej woli chce za pracę twórcy płacić. I jeszcze zrobi to z uśmiechem... Ot potęga netu i możliwość pomailowania z owym twórcom.

    Wywiadu dziś nie będzie - ten skręcę przy okazji wyjazdu do Aten. Już na piwko żeśmy się umówili i spokoju chłopakowi nie dam . Dziś będzie tylko opisanie kilku wrażeń, które towarzyszyły mi podczas słuchania płyty.

    Side Liner dorasta. Krążek powstał w czasie jego pobytu w wojsku i jest na owe wojsko jego odpowiedzią. Spokojnie, nie ma tu wojskowego drylu, nie ma tu nic z bezduszności i braku indywidualizmu munduru. Jest coś wręcz przeciwnego: opisanie starcia jednostki twórczej z mechaniką, kółkami i zębatkami maszynerii wojskowej. Ten facet może na przeciw karabinom wyciągnąć tylko jedną broń - swoją wrażliwość. I robi to a broń ma sukinkot potężną!

    My Guardian Angel jest przepełniony emocjami. Tak jak poprzednia płyta, tak ta nowa stawia na prostotę wyrazu, nieskomplikowane brzmienia i koncentruje się na uzyskaniu nieprzeciętnego klimatu. Wchłania nas ta muzyka i wciąga dogłębnie. Wymaga sporego zaangażowania a im owo zaangażowanie większe, tym więcej smaczków z tła zaczyna się wyłaniać. Niby proste, niby nieskomplikowane ale prowadzenie melodii, dbałość szczegóły, konsekwencja w brzmieniach i subtelne ozdobniki przewijające się gdzieś w tle - to stanowi o sile albumu i - paradoksalnie - w pewnej mierze o jego słabości. Kto bowiem oczekuje elektronicznego freestajlu - zawiedzie się srodze. Tu nie ma miejsca na jazzowy sposób sprzedawania emocji. Tu robi się to systematycznie, elektronicznie, ambientowo i z domieszką psy. Efekt? Jedna z lepszych płyt psybientowych, jakie było mi dane słyszeć ostatnimi czasy. Fantastycznie spójna, świetna brzmieniowo, przemyślana, ułożona, systematyczna a przy okazji niesamowicie intymna i głęboka.

    Ogień i woda!

    Side Liner drobił się swojego stylu, który jest chyba dosyć łatwo rozpoznawalny. Bardzo mi się ów styl podoba - w sporej mierze jego muzyczne pomysły pokrywają się z moimi. Często łapałem się na tym, że wiedziałem doskonale jak kawałek się dalej rozwinie i gdzie wjadą ozdobniki i co nimi będzie. Tak, ten styl jest na tyle prosty, na tyle intuicyjny, że przeciętny detepowiec nie ma problemów większych ze zrozumieniem i dopowiedzeniem sobie niezagranej reszty. Na czar stylu Side Linera składa się jednak jeszcze jeden element: idealne dobieranie sampli do stworzenia odpowiedniej atmosfery i wprost niewiarygodne wyczucie proporcji, w jakich owe sample należy dawkować. Niewiarygodne ale jakimś cudem ten facet potrafi wzbudzić jednocześnie myśli o uczuciach i technikaliach. Hail Side Liner!

    Na płycie usłyszycie także kooperacje - świetnie wpasowane w ogólny klimat płyty a kawałek Something to Remember wydziergany przez diabli wiedzą ilu kolesi, to cudowne ożywienie dosyć melancholijnego ogólnego klimatu. Poza tym Zero Cult i Cydelix... znani, lubiani, nie raz przeze mnie wychwalani pod niebiosa.

    Ten album to obowiązkowa pozycja w zbiorach każdego szanującego się fana psybientu. Po prostu trzeba to mieć i basta. Do płyty wracam prawie codziennie i nie mogę się od niej oderwać. Świetna sprawa!

    Ocena w skali 1-10: 9

    http://costa.kofeina.net/index.php?/archives/1349-Side_Liner_-_My_Guardian_Angel.html

    • seismic said...
    • User
    • 24 May 2008, 09:41
    Niezła recenzja, przytoczyłeś nam osobę Side Liner'a.
    Osobiście nie znam jego produkcji ale postaram się to nadrobić.

    http://soundcloud.com/seismics
    .:`^*^`:,. p s y c h e d e l i c a c t i v i t y .,:`^*^`
Anonymous users may not post messages. Please log in or create an account to post in the forums.