Dyskusje.fm XV - Muzyka i jej wpływ na osobowość człowieka oraz inne aspekty…

 
    • [Deleted user] said...
    • User
    • 18 Feb 2011, 23:45

    Dyskusje.fm XV - Muzyka i jej wpływ na osobowość człowieka oraz inne aspekty ludzkiego życia.

    Chyba nikt się nie obrazi ani mnie nie zbije jak pokuszę się o swój temat, a jest on IMO dość interesujący i warty przedyskutowania w poważniejszej formie.

    Nie ukrywajmy, że w życiu większej części użytkowników lasta muzyka musi odgrywać dość znaczącą rolę.

    Tak więc jaki jest wpływ muzyki na charakter, osobowość człowieka? Czy jest on różny w zależności od typu muzyki?
    Muzyka jako element okultyzmu, przyczynek do popełnienia zbrodni?
    Czy słuchana muzyka ma znaczący wpływ na naszą przyszłość oraz decyzje jakie podejmujemy?
    Jakie specyficzne zachowania (i czy w ogóle jakieś) w codziennym życiu będzie wykazywał człowiek zamykający się w określonych ramach muzycznych, a jak zachowywał się będzie tzw. "open mind"?
    Czy to muzyka zmienia nasz charakter, czy może to charaktery dopasowują się do muzyki?
    Jak zmieniają się z wiekiem preferencje muzyczne człowieka? Może nie jest to takie oczywiste i znacie jakieś ciekawe przykłady dotyczące tej kwestii?
    Znamy przypadki bardzo nerwowego oczekiwania na koncert jakiegoś zespołu/wydanie płyty. Niektórzy wydają się naprawdę być przejęci takimi sprawami. Czy takie podejście jest zdrowe i nie świadczy o (być może) przewartościowaniu muzyki w czyimś życiu?
    ...oraz muzyka w porównaniu do innych form sztuki. Jedna z najbardziej, a może właśnie jedna z najmniej oddziałujących na człowieka form ekspresji?

    W swej głupocie [ludzie] doszli do przekonania, że w muzyce nie istnieje dobro ani zło, a jedynym kryterium jej oceny jest przyjemność, jaką może dawać. Muzyka sama w sobie nie stanowi wartości, ale związana z nią niemoralność i duch bezprawia.
    Platon.

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 01:37
    Czyżby zainspirował cię ten temat?

  • Myślę że to raczej osobowość człowieka ma wpływ na to jakiej muzyki on słucha. Jeżeli słuchacz przejmuje poglądy artysty tylko dlatego że to idol to ma bardzo słabą osobowość i jest zbyt podatny na wpływy. Inna sprawa że muzyka wzbudza w nas emocje, rozwija pewną wrażliwość itp. ale samo słuchanie muzyki nie zrobi z człowieka potwora. Jeśli ktoś jest zły, słaby, głupi, naiwny lub wszystko bierze dosłownie to owszem, może mu zaszkodzić ale ktoś dobry i/lub mądry ze wszystkiego może wyciągnąć coś wartościowego dla siebie. Tak jak nie ma książek których nie wolno czytać, tak nie ma muzyki której nie wolno słuchać. Nawet lepiej poznać więcej, zastanowić się i mądrze wybrać.

  • nezumi-szczur pisze:
    Myślę że to raczej osobowość człowieka ma wpływ na to jakiej muzyki on słucha. Jeżeli słuchacz przejmuje poglądy artysty tylko dlatego że to idol to ma bardzo słabą osobowość i jest zbyt podatny na wpływy. Inna sprawa że muzyka wzbudza w nas emocje, rozwija pewną wrażliwość itp. ale samo słuchanie muzyki nie zrobi z człowieka potwora. Jeśli ktoś jest zły, słaby, głupi, naiwny lub wszystko bierze dosłownie to owszem, może mu zaszkodzić ale ktoś dobry i/lub mądry ze wszystkiego może wyciągnąć coś wartościowego dla siebie. Tak jak nie ma książek których nie wolno czytać, tak nie ma muzyki której nie wolno słuchać. Nawet lepiej poznać więcej, zastanowić się i mądrze wybrać.


    O tototo! Popieram tę wypowiedź w całej rozciągłości!
    A black metalu, deciku ;p i techna (prawdziwego ) nie lubię nie dlatego, że mamusia mi zabroniła słuchać, tylko, że przesłuchałam i mnie odrzuciło.
    I na pewno muzyka jest kompatybilna z moimi emocjami, inspiruje, wzrusza, bawi, przeraża, przedstawia czasem mój punkt widzenia ale nigdy nie wychodzi ponad mnie ( w sensie człowieka ).

  • mądry ze wszystkiego może wyciągnąć coś wartościowego dla siebie

    bardzo trafnie ujete. az w sumie nie trzeba nic dodawac... moze specjalna refleksja dla Natali25: swego czasu tez myslalem ze black metal i muza techniczna to jakies skrajnosci zupelnie nie dla mnie... jednak kto szuka ten znajdzie ;]

    I na pewno muzyka jest kompatybilna z moimi emocjami, inspiruje, wzrusza, bawi, przeraża, przedstawia czasem mój punkt widzenia ale nigdy nie wychodzi ponad mnie ( w sensie człowieka ).

    czasem wychodzi imho, ale tylko na dobrych koncertach, gdzie wytwarza sie TA wiez, TEN kontakt miedzy artysta i sluchaczem... wtedy juz nie myslisz kategoriami sensu czlowieczego, wazne jest jak Cie ktos ze sceny prowadzi i gdzie Cie zaniesie tym razem...
    a z trzeciej strony wypada zacytowac Arystotelesa (ktorego z reszta mam od zawsze w omnie):
    "Muzyka w nas, jest ponad nami"

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 11:08
    jabba-wookie said:
    Czyżby zainspirował cię ten temat?


    Częściowo tak. W sumie to wchodzimy na rejon podobny do tamtej dyskusji...

    czasem wychodzi imho, ale tylko na dobrych koncertach, gdzie wytwarza sie TA wiez, TEN kontakt miedzy artysta i sluchaczem... wtedy juz nie myslisz kategoriami sensu czlowieczego, wazne jest jak Cie ktos ze sceny prowadzi i gdzie Cie zaniesie tym razem...
    a z trzeciej strony wypada zacytowac Arystotelesa (ktorego z reszta mam od zawsze w omnie):
    "Muzyka w nas, jest ponad nami"


    Właśnie propo tego przypomniała mi się garść tekstów na stronach pokroju katolickiej Frondy, Okiem itp. których autorzy twierdzili (opisując akurat w tym wypadku muzykę rockową/metalową), że koncert jest czymś w rodzaju liturgii, mszy, na której garstka "najwyższych kapłanów" steruje i manipuluje "baranim tłumem". Wtedy się z tego tylko śmiałem, ale teraz dostrzegam, że to częściowo może być prawda. Czy to nie jest tak, że w cywilizacji, która coraz bardziej oddala się od transcendencji oraz religii człowiek nieświadomie poszukuje czegoś, w co mógłby wierzyć, czegoś, co wypełni mu "duchową pustkę"? Koncert jako łudząco podobny do typowej mszy, z wielkim idolem/idolami na scenie, skandowaniem i śpiewaniem na wzór religijnych modlitw może nadawać się idealnie do zapełnienia tych braków. Oczywiście, nie każde koncerty będą tak działać - kulturalny spektakl jazzowy raczej nie pretenduje do tej kategorii. Tutaj liczą się raczej te masowe "spędy bydła", na których tworzy się "odpowiednia aura".

  • Czy to nie jest tak, że w cywilizacji, która coraz bardziej oddala się od transcendencji oraz religii człowiek nieświadomie poszukuje czegoś, w co mógłby wierzyć, czegoś, co wypełni mu "duchową pustkę"?

    po pierwsze: swiadomie wydaje ciezkie pieniadze na koncerty
    po drugie: nie wierze w Porcupine Tree i nie mam w domu oltarzyka ze zdjeciem Petera Gabriela
    po trzecie: muzyka wypelniajaca duchowa pustke? ze niby nie wierze juz w boga to wierze w moc stratocastera?

    Oczywiście, nie każde koncerty będą tak działać - kulturalny spektakl jazzowy raczej nie pretenduje do tej kategorii.

    hahaha, autor chyba nie bywa na "spektaklach" jazzowych... to moze byc bardziej poganskie doswiadczenie niz nie jeden rockowy sped bydla ;]

    Koncert jako łudząco podobny do typowej mszy, z wielkim idolem/idolami na scenie, skandowaniem i śpiewaniem na wzór religijnych modlitw

    to jest az smieszne...
    moim zdaniem porownywanie koncertu do mszy jest bardzo "na sile", w ten sposob mozna wszystko "udowadniac"...
    no, ale koniec tych religijnych dywagacji, jest do tego osobny watek ;]

  • @Natali25: niektóre gatunki trzeba dobrze poznać, albo poznać od innej strony. Ja lubię różnorodność i w większości gatunków znalazłem dobre zespoły.

    @toolazytofuck: wszelkie formy sztuki mają pewien element duchowy, wiadomo że to nie tylko "rozrywka dla ciała". co nie znaczy że należy czcić artystę. niektórzy tak robią, obsesyjne zapatrzenie w coś jest wadą członków wszelkich subkultur i fandomów. A Fronda i Okiem to banda debili, kiedyś wymieniłem parę maili z kolesiem z Okiem i nic mądrego do powiedzenia nie miał oprócz "te argumenty są wytarte", "nie masz odpowiedniego wykształcenia" i innych uników.

  • że zacytuję @ szikaku:
    bardzo trafnie ujete. az w sumie nie trzeba nic dodawac... moze specjalna refleksja dla Natali25: swego czasu tez myślałem ze black metal i muza techniczna to jakies skrajnosci zupelnie nie dla mnie... jednak kto szuka ten znajdzie ;]


    czasem wychodzi imho, ale tylko na dobrych koncertach, gdzie wytwarza sie TA wiez, TEN kontakt miedzy artysta i sluchaczem... wtedy juz nie myslisz kategoriami sensu czlowieczego, wazne jest jak Cie ktos ze sceny prowadzi i gdzie Cie zaniesie tym razem...
    a z trzeciej strony wypada zacytowac Arystotelesa (ktorego z reszta mam od zawsze w omnie):
    "Muzyka w nas, jest ponad nami"


    że odpowiem @szikakowi :P:

    Piszesz kto szuka ten znajdzie ale ja szukałam, próbowałam, na samym myśleniu się nie skończyło;) i nie znalazłam. Chciałąm podkreślić, że nie nastawiałam się źle przed (no, może trochę ale ciekawość zwyciężyła i tak ;)) i że faktem jest , że lepiej coś sprawdzić i przesłuchać, by dopiero później móc to oceniać.
    Koncerty to chyba jednak zupełnie inna bajka. Nie chodzę na nie jakoś przesadnie często, być może dlatego, że zwykle muszę być w ostatnich rzędach - mam chyba jakąś nadwrażliwość słuchową i zwyczajnie jest na nich często za głośno...(chociażby w Spodku ;)) i czasem na nich sama muzyka zanika... z takich masowych imprez wolę transmisje ;) Jeśli idę na koncert to zwykle jest on w dość kameralnym gronie, gdzie atmosfera się nie rozmywa, wówczas rzeczywiście daję się porwać nie tylko muzyce ale i charyzmie artysty czy klimatowi, który wytworzył wraz z otaczającymi go ludźmi.

    Edited by Natali25 on 19 Feb 2011, 12:41
  • Ja przykładowo black metalu nie lubiłem dopóki znałem tylko jego najbardziej (nie)sławną formę, czyli drugą falę (norweskie zespoły z lat 90') i do dzisiaj nie trawię tego stylu ale znalazłem sporo bardziej klimatycznych zespołów i trochę zmieniło to moją opinię o tym gatunku. Od tego czasu unikam mówienia że nie lubię jakichś gatunków jako całości bo często znajdzie się tam coś czego się w ogólnie nie spodziewaliśmy

  • @Nezumi tylko, że czasem przeszukało się sporo, mając kontakty z muzykami z różnych że się tak wyraże branży muzycznych i chcących przybliżyć zaciekawionej osobie co nieco, a czasem na własna rękę z czystej ciekawości i żaden (naprawde żaden) z przedstawicieli owego gatunku- tak chyba mogę powiedzieć?;) nie ujął tej osoby kompletnie. (Owszem są różne odmiany 'tego samego' i umiejętności przedstawienia muzyki ale mianownik i tak koniec końców bywa choć trochę podobny...niestety taką muzykę rozpoznaje na kilometr ... Przecież zespół musi mieć jakieś wspólne cechy skoro należy do tego samego gatunku, choć nie jest identyczny. Od używania gatunku się nie odejdzie pod warunkiem, że się dobrze zapozna z jego przedstawicielami (bardziej lub mniej udanymi).
    A i też lubię różnorodność ;) (zapewne przez ową ciekawość;))
    Ja najpierw szukam, później się wypowiadam.

  • No bez przesady, przecież takie np. Summoning brzmi zupełnie inaczej niż jakiekolwiek tradycyjne bleki. Istnieją takie gatunki które obejmują wiele podgatunków które z czasem zaczynają się bardzo od siebie różnić - porównaj np. elektroniczny darkwave do ethereal/neoclassical darkwave'u. Ale ogólnie wszystko jest kwestią gustu w sprawie tego jaka muzyka komu pasuje ;p

  • nezumi ale ja przecież mówię o różnorodności gatunkowej (wraz z podgatunkami) cały czas. I tych tam wymienionych też słuchałam. Nie zmienia to faktu , że jednak nie podchodzi mi taka muzyka (tak chyba będzie najbezpieczniej jak powiem ;)) Mimo różnicy (brak identyczności, ale w Summoning ten wokal...:x), jednak nie pasuje . Co wynika jak słusznie zauważyłeś z takiego a nie innego gustu ;)

  • Wiadomo, każdemu co innego pasuje, ja myślę że jeszcze do kilku rzeczy zdążę się przekonać patrząc na to ile muzyki powstało. Ale coś bardzo z tematu zeszliśmy :P.

  • Ja nie wiem czy zdążę :P Hehe zauważyłam, że dość często podoba mi się ostrzejsza muzyka ale 'groźnie drący się ' wokal psuje cały efekt i tego nie umiem już przeskoczyć. Oj tam, przecież w temacie wyraźnie pisze' oraz inne aspekty' hyhy :D

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 13:24
    po pierwsze: swiadomie wydaje ciezkie pieniadze na koncerty
    po drugie: nie wierze w Porcupine Tree i nie mam w domu oltarzyka ze zdjeciem Petera Gabriela
    po trzecie: muzyka wypelniajaca duchowa pustke? ze niby nie wierze juz w boga to wierze w moc stratocastera?


    Nie mówię o takich skrajnościach jak ołtarzyki i wiara w jakąś konkretną, spersonifikowaną albo uprzedmiotowioną siłę, ale po prostu zastanawiam się, czy muzyka nie staje się substytutem "transcendencji i mistycyzmu" w życiu ludzi. Sprzyja temu na moje oko zarówno forma wykonywania tego rodzaju sztuki, jak i koncerty. Nie chodzi o bezpośrednią wiarę. Owszem, też uważam stanowisko katolickich oszołomów w tej sprawie za przerysowane i z tego powodu ciągle śmieszne, ale chyba i w tym jest trochę prawdy.

    hahaha, autor chyba nie bywa na "spektaklach" jazzowych... to moze byc bardziej poganskie doswiadczenie niz nie jeden rockowy sped bydla ;]

    Generalnie rzadko bywam na koncertach, bo młody jestem i mnie najzwyczajniej w świecie jeszcze na regularne wypady nie stać, ale patrzę na swoje skromne doświadczenia oraz reakcje ludzi z otoczenia.

    Nie musisz tego od razu wyśmiewać co napisałem. To tylko założenia. :<

  • Przyzwyczajenie się do różnych nietypowych sposobów śpiewania jest dość trudne, to prawda. Mnie już większość nie przeszkadza.

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 14:21
    Mało jest osób, które doznały olśnienia i zaczęły słuchać z niewyjaśnionych powodów pewnych gatunków muzycznych. Najczęściej wszystko zaczyna się z nacisków środowiska, pop-kultura, znajomi etc. to jest zaczątkiem tego, czego słuchamy. Albo próba zaprzyjaźnienia z jakimiś poglądami, ludźmi. Każda subkultura - których nie lubię, ponieważ ograniczają człowieka w jakimś wąskim szambie. Aby tam trafić, może ze względu - znów naciski środowiska, są wymagane pewne doświadczenia, choćby związane z muzyką. Punk, metal or sth... Nie lubię tego, ale z drugiej strony to dobrze, bo wypełnia pewną lukę.
    Jaki to będzie miało wpływ w przyszłości? hm
    Zapewne osoba która słuchała punku, albo kucyków, poprzestanie na tym, albo w końcu rozszerzy horyzonty, muzyka agresywna ma to do siebie, że w końcu nuży, to jest lek na określone potrzeby, w określonym czasie. Natomiast osoby o mocniejszych potrzebach emocjonalnych, chyba dalej będą zgłębiać to co lubią.

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 15:14
    ald890 said:
    Mało jest osób, które doznały olśnienia i zaczęły słuchać z niewyjaśnionych powodów pewnych gatunków muzycznych. Najczęściej wszystko zaczyna się z nacisków środowiska, pop-kultura, znajomi etc. to jest zaczątkiem tego, czego słuchamy. Albo próba zaprzyjaźnienia z jakimiś poglądami, ludźmi. Każda subkultura - których nie lubię, ponieważ ograniczają człowieka w jakimś wąskim szambie. Aby tam trafić, może ze względu - znów naciski środowiska, są wymagane pewne doświadczenia, choćby związane z muzyką. Punk, metal or sth... Nie lubię tego, ale z drugiej strony to dobrze, bo wypełnia pewną lukę.
    Jaki to będzie miało wpływ w przyszłości? hm
    Zapewne osoba która słuchała punku, albo kucyków, poprzestanie na tym, albo w końcu rozszerzy horyzonty, muzyka agresywna ma to do siebie, że w końcu nuży, to jest lek na określone potrzeby, w określonym czasie. Natomiast osoby o mocniejszych potrzebach emocjonalnych, chyba dalej będą zgłębiać to co lubią.
    [2]

  • zatem moja playlista musi wskazywać na schizofrenię :]

  • Eee jeszcze do niej trochę brakuje :P

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 16:43
    toolazytofuck pisze:
    Czy to nie jest tak, że w cywilizacji, która coraz bardziej oddala się od transcendencji oraz religii człowiek nieświadomie poszukuje czegoś, w co mógłby wierzyć, czegoś, co wypełni mu "duchową pustkę"? Koncert jako łudząco podobny do typowej mszy, z wielkim idolem/idolami na scenie, skandowaniem i śpiewaniem na wzór religijnych modlitw może nadawać się idealnie do zapełnienia tych braków.

    Hm, oprócz koncertów można zauważyć jeszcze inne podobieństwa. Wystarczy np. spojrzeć na członków subkultur, którzy do upadłego będą głosić wyższość swojego ulubionego gatunku, czy nawet jednej kapeli, nad innymi, częstokroć uznając je w dodatku za podmuzykę niewartą nawet jednokrotnego przesłuchania. Strasznie mi to przypomina zachowanie religijnych fanatyków.

    Oczywiście, nie każde koncerty będą tak działać - kulturalny spektakl jazzowy raczej nie pretenduje do tej kategorii. Tutaj liczą się raczej te masowe "spędy bydła", na których tworzy się "odpowiednia aura".
    Tu bym się nie zgodził, akurat na spektaklu jazzowym jeszcze żadnym nie byłem, ale jakieś tam doświadczenia z "kulturalną" muzyką ową mam. No i powiem, że czasem nawet z pozoru mało emocjonalna muzyka może wywołać u słuchacza głębokie katharsis, uczucie "odchamienia się", czy jak zwał. To też można poniekąd skojarzyć z mistyką.

  • Co do koncertów jazzowych hm powiem tak,... Trochę na takich bywałam i mierzi mnie niemożebnie gdy widzę/ słyszę ludzi w garniakach (ajak!) rozmawiających w trakcie, rozgladajacych sie na boki, robiących wszystko byleby nie słuchać. Siedziałam ostatnio koło takich... Wielu chadza na takie imprezy dla towarzystwa albo by sie pokazać, tudzież śmietanka muzyczna, bo tak trzeba. Z kulturą chyba nie ma to zbyt wiele wspólnego. Oczywiście nie będę tu generalizować, bo chadzają tam też melomani prawdziwi, ale pisze o tym by podkreślić, że nie samym jazzowym koncertem kultura żyje...
    jabba, co racja to racja ;)

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 17:19
    Ano, profani wszędzie się trafiają niestety :_(

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Feb 2011, 18:55
    @Magness__ [2] ?

    @soundaddict dowody :D

    @toolazytofuck
    Czy to nie jest tak, że w cywilizacji, która coraz bardziej oddala się od transcendencji oraz religii człowiek nieświadomie poszukuje czegoś, w co mógłby wierzyć, czegoś, co wypełni mu "duchową pustkę"? Koncert jako łudząco podobny do typowej mszy, z wielkim idolem/idolami na scenie, skandowaniem i śpiewaniem na wzór religijnych modlitw może nadawać się idealnie do zapełnienia tych braków. Oczywiście, nie każde koncerty będą tak działać - kulturalny spektakl jazzowy raczej nie pretenduje do tej kategorii.

    Jeśli cywilizacja oddala się od transcendencji, to de'facto zmierza do głębi siebie, czyli popada w egoizm cywilizacyjny uwzględniając w tym wyłącznie własny interes - brzmi źle, ale czy tak nie jest wszędzie.

    Co do tego porównywania koncertów z jakimiś "religijnymi ołtarzami", nigdy w życiu osobiście nie poszedłbym na coś tego typu, gdybym miał zjawić się na koncercie mojego ulubionego artysty, to tylko ze względów pewnej osobistej więzi, być bliżej w sensie, poczuć na żywo, zobaczyć jak powstaje to czego słucham od tak dawna
    i jestem tym zachwycony.

    Natomiast wewnętrzne poszukiwanie czegoś "poza", to wewnętrzna ludzka potrzeba. Widziałem dokument, w którym... - 1945 rok, alianci zasiedlają wyspy w pobliżu Japonii, na wyspach żyją ludzie którzy dotychczas nie widzieli żadnych nowoczesnych cywilizacji, tym bardziej samolotów którymi przylecieli "bogowie amerykanie". Owi bogowie, dali ludziom konserwy, inną żywność w ramach podziękowania, za odstąpienie wyspy do celów militarnych. Gdy bogowie odlecieli, bo wojna się skończyła. Ludzie zamieszkujący wyspę zaczęli się martwić, gdzie podziali się bogowie, oraz żywność... starsi powiedzieli, że to były duchy zmarłych, więc ludzie zaczęli budować posągi bożków, wyglądające jak samoloty. XX wiek. (polecam ciąg dokumentalny w youtubie na podstawach książki Erich von Daniken "Rydwany bogów") Historia jest dla mnie troszkę przerażająca, a zaraz bardzo ciekawa, wnikliwie rozbija pewne schematy utarte od wieków, skąd brali się bogowie, dlaczego w różnych zakątkach na świecie wszystko działo się zupełnie inaczej. Sory za tak długą dygresję, ale w ramach zrozumienia ludzkiej psychiki.

Anonymous users may not post messages. Please log in or create an account to post in the forums.