RSS
  • 15 metal bands 2 stages

    23 Oct 2010, 01:10 by allistaken666

    Sat 16 Oct – DILLOFESTShot from the Tower<a href="[url=http://s1207.photobucket.com/albums/bb462/LuSuffer/?action=view&current=ShotFromTheTower.jpg" nofollow=yes]http://s1207.photobucket.com/albums/bb462/LuSuffer/?action=view&current=ShotFromTheTower.jpg"[/url]; target="_blank"><img src="[url=http://i1207.photobucket.com/albums/bb462/LuSuffer/ShotFromTheTower.jpg" nofollow=yes]http://i1207.photobucket.com/albums/bb462/LuSuffer/ShotFromTheTower.jpg"[/url]; border="0" alt="Shot From The Tower,shot from the tower,live music,DilloFest,House Of Rock,Corpus Christi,Texas,GrindCore,Jesse Rios,Johnny Skaggs,Kevin Kegel"></a>
  • Dax Riggs- "We Sing of Only Blood or Love"

    20 May 2010, 18:34 by Maynard1995


    Dax Riggs to muzyk znany głównie z Acid Bath, w którym udzielał się w latach 1991-1997, oraz z Agents of Oblivion, którego liderem był od 1997 do 2000r., w którym to roku wydali swoją pierwszą i ostatnią zarazem płytę. Na dość krótko po wydaniu debiutu Agents of Oblivion, zespół się rozpadł, a Riggs założył alternative/indie rockową grupę Deadboy and the Elephantmen.
    Nikt by się tego nie spodziewał po muzyku, który przez niemalże całe lata '90 szalał na scenie z zespołem takiego kalibru jak Acid Bath. Udzielając się w AB obok krzyków, jęków, opętańczych wrzasków czy innych agresywnych rodzajów śpiewu, Dax operował również doskonałym czystym głosem, który znakomicie sprawdzał się w spokojniejszych utworach oraz świetnie kontrastował ze sludge metalowymi partiami wokalu.
    Projekt Deadboy and the Elephantmen wyszedł mu całkiem nieźle, jednak na prawdziwy przysmak, pierwszy od 2000r. (Kiedy to wydana została płyta Agents of Oblivion) przyszło nam czekać aż do 2007r., kiedy Riggs rozwiązał alternative rockowy projekt i zabrał się za wydanie swojej pierwszej solowej płyty zatytułowanej We Sing of Only Blood or Love.

    Na solowym albumie, muzyk zaprezentował nam się ponownie od zupełnie innej strony.
    Warto napomknąć, że Dax gra tu również na gitarze, tak samo jak miało to miejsce w Deadboy and the Elephantmen. Na albumie We Sing of Only Blood or Love dominuje blues rock, ale zagrany tak, że nie mieści się to raczej w standardowych ramach tego gatunku, a ukazuje go w nieco inny sposób, za co artyście bezapelacyjnie należy się spory plus.
    Chwilami wydaje się, że wszystkie instrumenty robią jedynie tło dla głosu Riggs'a. Jednym to przeszkadza, drudzy to chwalą, a ja znajduję się po środku, ponieważ pomimo, że średnia długość utworów oscyluje pomiędzy 2:00 a 2:30, to czasami ma się wrażenie, że jeden powtarzający się motyw nam nie wystarcza i chcielibyśmy usłyszeć bardziej urozmaiconą pracę instrumentów.
    Utwory znajdujące się na płycie są naprawdę lekkie, przyjemne i łatwo wchodzą do głowy, głównie ze względu na doskonały wokal. Jeśli ktoś szuka tu jakichś majstersztyków i niezwykłych wygibasów, to na pewno się zawiedzie, ponieważ są to po prostu przyjemne kawałki, do których możemy sobie ponucić, albo podśpiewywać. "Nic nadzwyczajnego", bądź "Kolejne smuty" powiedzą niektórzy. Otóż nie. Mimo, iż na pozór faktycznie nie jest to nic nadzwyczajnego, a jeśli komuś nie odpowiada wokal Riggsa, to już w ogóle zdaje się to być wielką klapą, to płyta z każdym przesłuchaniem bardziej się podoba i zaczyna przyciągać jak magnes.
    Bardzo możliwe, że dzieje się tak ponieważ emocje, które są zawarte na tym albumie wciąż się przeplatają oraz dlatego, że są bardzo prawdziwe.
    Na uwagę zasługują też niewątpliwie teksty. Dax Riggs porusza (jak zawsze zresztą) ciekawe tematy. Nie śpiewa o dupie Maryni, ani o Kotku Filemonie.
    Nie uświadczymy tutaj oczywiście takich ekstremalnych tekstów jakie znajdowały się na obydwu płytach Acid Bath, lecz są one naprawdę godne, aby przysiąść na chwilę i skupić się tylko na nich.

    Podsumowując- Kto szuka tu czegoś więcej niż ładnych i przyjemnych piosenek, ten się zawiedzie. Myślę, że każdemu fanowi Acid Bath, bądź Agents of Oblivion się powinno spodobać, chociaż tak jak i ja nie wystawi temu albumowi najwyższej z możliwych noty.

    8+/10


    1. Demon Tied to a Chair in My Brain
    2. I Didn't Know Yet What I'd Know When I Was Bleedin'
    3. Night is the Notion
    4. Radiation Blues
    5. The Terrors of Nightlife
    6. A Spinning Song
    7. Truth in the Dark
    8. Ouroboros
    9. Living is Suicide
    10. Forgot I Was Alive
    11. Ghost Movement
    12. Dog-Headed Whore
    13. The Wall of Death
    14. Scarlett of Heaven Nor Hell
    15. Dethbryte
  • Eyehategod- "In the Name of Suffering"

    1 Mar 2010, 18:04 by Maynard1995



    Eyehategod to jedni z najważniejszych przedstawicieli sceny Nowego Orleanu, którzy parają się graniem muzyki sludge/doom metalowej.
    Ich muzyka jest przytłaczająca, przypierająca do ziemi; jest jak wielki walec, który przejeżdża słuchacza, a gdy ten próbuje wstać, walec zawraca, by przejechać go ponownie. Jak to możliwe, skoro w muzyce EHG nie ma ścian gitar, ani nikomu nigdzie się nie śpieszy, a wręcz przeciwnie- muzyka jest naprawdę wolna? Ano tak, że właśnie ta powolność i ślamazarność dźwięków zawartych na płytach zespołu świadczy o ich ciężarze i mocy.

    Nie inaczej jest na albumie "In the Name of Suffering". Szybkich momentów jest tutaj raptem kilka i istnieją one tylko po to, by na moment pozwolić słuchaczowi obudzić się z niezdrowego transu; pozwolić mu zaczerpnąć powietrza, by mógł znowu zanurkować w czeluście królestwa powolnych, sabbathowych riffów, przy dźwięku których każdy napotkany człowiek, albo zaczyna Cię biczować, albo zaczyna na Ciebie rzygać, drogi słuchaczu.
    Tej muzyki nie trzeba, a wręcz nie powinno się słuchać w normalny sposób, tj. skupiając się na budowie utworów, śledząc popisy poszczególnych muzyków, sprawdzając, czy nie ma tam ani jednego zbędnego dźwięku. Powinno się jej słuchać raczej podświadomie. . Wtedy dopiero odkrywa przed nami całe swoje obrzydlistwo. Muzyka zawarta w tych trzydziestu pięciu minutach trwania albumu jest obrzydliwie szczera, obrzydliwie prawdziwa i obrzydliwie ciężka.

    Dla osoby dopiero poznającej taką muzykę nie będzie to łatwa podróż, lecz warto dać płycie chociaż kilka szans, ponieważ po przesłuchaniu "In the Name of Suffering" możemy uzyskać bardzo pożądaną czystkę w naszej głowie, w naszych myślach.

    "Ogień zwalczaj ogniem". Jeśli tylko jesteś nieźle podkurwiony, lub cierpisz z jakiegokolwiek powodu załącz sobie ten album, a zaręczam, że te emocje całkowicie znikną z Twojej głowy. Dawka negatywnych emocji na "In the Name of Suffering" jest tak duża, że mam wrażenie, że wyleczyłaby z nich nawet najbardziej cierpiącego, lub podkurwionego człowieka na Ziemi.

    Ocena: 9+/10

    1 Depress 4:56
    2 Man Is Too Ignorant to Exist 2:36
    3 Shinobi 5:14
    4 Pigs 2:58
    5 Run It Into the Ground 3:10
    6 Godsong 2:43
    7 Children of God 3:09
    8 Left to Starve 3:08
    9 Hostility Dose 2:42
    10 Hit a Girl 4:18