I był rozkurw.
Oczywiście jazda ponad 6 godzin z Łodzi do Kostrzyna była zajebista (w porównaniu z powrotem to było lepsze niż podróże prezydenta Obamy), oczywiście później było cholernie gorąco, a pod scenę wybitnie daleko, ale warto było.
Pewnie to śmiesznie zabrzmi, ale ja i mój ogon (SwiatLoGwiAzd) byłyśmy oszołomione tłumem ludzkim, jaki zastałyśmy, morzem namiotów, niewyobrażalnym syfem i miasteczkiem straganów i przeróżnych atrakcji.
Ludzie, którzy tam jeżdżą są ekstremalnie, kosmicznie, niewyobrażalnie niesamowici, oryginalni i wyjątkowi. Szczerze podziwiam, to co robi Jurek Owsiak swoją pracą, która jest naprawdę trudna. To nie jest to samo, co płatny festiwal, gdzie wszystkiego pilnują napakowane goryle. To wyjątkowo spontaniczna rzecz i żeby zapanować nad taką ilością ludzi, z czego każdy robi co mu się żywnie podoba jest prawdziwym wyczynem.
A teraz do muzyki:
…