Festivals » Apr 29 Asymmetry Festival II at Firlej

reminiscencje ASYMMETRY 2009 i wątki programowe 2010

 
    • r_chm said...
    • User
    • 9 Sep 2009, 10:59

    reminiscencje ASYMMETRY 2009 i wątki programowe 2010

    zapraszam JUŻ nie do dyskusji, ale do własnych, odautorskich PEŁNYCH wypowiedzi - reminiscencji po zakończeniu pierwszej edycji i GŁOSZENIA WŁASNYCH IDEII PROGRAMOWYCH dotyczących kolejnych edycji. asymmerty ma skupiać to co nowatorskie w muzyce dookoła rockowej i metalowej. ale to nie je założenie aprioryczne TYLKO PUNKT WYJŚCIA DO POSZUKIWAŃ. już weimy że tegoroczny hip hop w wykonaniu Dalek był strzłem w dziesiatkę. będziemy srzelać dalej. prosimy o amunicję w postaci pomysłów, zachęt, podniet i inspiracji.

    • Kwaxus said...
    • Subscriber
    • 19 Oct 2009, 19:57
    Na shoutboxie żarty żartami, ale dubstep się poleca ;) Wielka mania kolorowych alternatywnych dzieci ostatnich dwóch - trzech lat. Nawet mnie wciągnęło. A ilu ludzi przyjdzie (ok. 900 osób w Eskulapie zeszłej soboty z powodu 2/3 głównych artystów gatunku)! Z drugiej strony, cała stonerowo-konserwatywna część uczestników asymmetry będzie wołać o pomstę do nieba. Oj tak...

  • Zeszłoroczny fest można porównać do rzucenia się z motyką na słońce; stworzenie, nie ukrywajmy, polskiego Roadburna o firlejowym rodowodzie, któremu nadano pewien unikalny przaśno-szlachecki smaczek 'sceny bez stosów' Nie można podcinać gałęzi na której się siedzi, mokrej nitki nie pozostawiając zarówno na niektórych tzw. kultowych zespołach z nowego lineupu, jak i różnych mniej lub bardziej realnych życzeniach co do ewentualnych wykonawców. Przyznam, że jeszcze kilka lat temu, kiedy przez przypadek w sumie trafiłem do Firleja na ISIS, co, bez szczególnej przesady, zmieniło w dużej mierze moje dotychczasowe potulne życie, wszystkie post-gatunki były dla mnie tabula rasa, Firlej zaś jak kaganiec oświaty przeprowadził mnie za rączkę przez cały hall of fame tegoż. Dzisiaj coraz więcej osób poznaje ten świat rockowego ekspresjonizmu, ale gdzie on podąży? Dla mnie osobiście niezrozumiałym jest, żeby odcinać się od 'czystych i pierwszych' inspiracji, które tak naprawdę pozostają niezmienne. Nowy lineup zmusza mnie, żebym użył google do wyszukania, z kimże to spotkam się w maju - poprzedni był jakby odkrywaniem kart ze znanej mi talii. Przewartościowanie w muzyce rockowej, o którym pisano już w programie zeszłorocznego Asymmetry, przybiera formy dość manierystyczne. Rewolucja zjada własne dzieci, a dzisiaj w dobrym tonie jest grać post i grać post niepodobny zupełnie do Neurosis. Uważam, że tak się nie da - ponieważ nie chodzi tak naprawdę o brzmienie, o strukturę, o fakturę, o teksty, instrumentarium, strój, czy jakiekolwiek inne elementy składające się na muzykę, lecz o punkt wyjścia, jakim jest ekspresja. Dla wielu zespołów ekspresja stała się punktem dojścia, schematy, które zastali - drogą na jej osiągnięcie - a udaje im się to bardziej lub mniej. Najważniejszym elementem nowego Asymmetry powinna być (jakkolwiek brzmi to idiotycznie) dobra zabawa uczestników, a tą zapewnić można poprzez umiejętne wyważenie tego, co sprawdzone, a tego, co nowe i eksperymentalne do kwadratu - jako słuchacze jesteśmy w mniejszości i nie trzeba nam niepotrzebnych podziałów na dziwnych i dziwniejszych. Swoją drogą, popularność asymetrycznej muzyki jest wprost proporcjonalna do jej jakości. I niech tak pozostanie.

    • Wilczex said...
    • User
    • 31 Oct 2009, 13:44
    Może nie jestem tak elokwentna jak mój Poprzednik, jednak również na Asymmetry byłam i również się wybieram, ponieważ ten event nie pozwala o sobie zapomnieć.

    Dla mnie ten festiwal był ( i chyba długo pozostanie) okazją nie tylko do poznania nowych brzmień i odświeżenia starych. Dzięki niemu mogłam poznać na własnej skórze co to znaczy Wrocław. Dzięki zniżkom dla posiadaczy karnetów miałam okazję zobaczyć część tego wspaniałego miejsca ( co nie zmienia faktu, że odjechałam z uczuciem niedosytu) i zakochać się w tym mieście i klubie. Od tamtego momentu odwiedziłam Firleja jeszcze 2 razy i nigdy nie miałam ochoty wracać. Umiejscowienie i wnętrze klubu powaliło mnie na łopatki, nie wspominając o ludziach, których tam poznałam. Szansa porozmawiania z gwiazdami wieczoru siedząc przy jednym stole - bezcenna. Ten Festival sprawił, ze zachorowałam na chorobę znaną pod nazwą wrocławoholizm, która objawia się odkładaniem każdego grosika aby tam wrócić co najmniej raz, na Festiwal Asymmetry.

    Jadąc na poprzednią edycję nie byłam przekonana co do zespołu, który wygrał konkurs i wystąpił na firlejowej scenie. Spodziewałam się jakiejś mniej lub bardziej lokalnej gwiazdki, która nie zachwyci brzmieniem i której koncert przesiedzę przy barze podrywając barmana :) Teraz z czystym sumieniem mogę przyznać, ze bardzo się myliłam i pomysł wprowadzenia na scenę nowego, świeżego zespołu miał sens i było to miłe zaskoczenie. Dlatego myślę, ze każda edycja powinna zawierać właśnie taki element nowości i zaskoczenia.

    Uważam, że podczas następnych edycji powinny pojawiać się zarówno zespoły bardzo wyczekiwane, takie jak Neurosis jak również eksperymenty, takie jak wspomniany już Dalek, pomimo ostrej krytyki co niektórych. Dzięki temu Asymmetry nie da się zaszufladkować, zawsze będzie festiwalem przynoszącym niespodzianki brzmieniowe i innym niż reszta. Nie powinno się również zmienić podejście do uczestników, rzetelność informacji i świetna organizacja.

    Każdy uczestnik Asymmetry powinien czuć się w Firleju tak jak czułam się za każdym razem ja - jak wybraniec, który uczestniczy w czymś naprawdę wielkim.

  • Tak po pierwsze to należą się organizatorom brawa za podjęcie inicjatywy zorganizowania fesitwalu z muzyką wymagającą uwagi i raczej nie zachęcającą rzeszy ludzi do bycia na nim - skierowaną do konkretnej grupy ludzi. Co zwróciło moja uwagę podczas pierwszej edycji, to rozreklamowanie tego wydarzenia - nigdy wcześniej bym nie przeypuszczał, że będąc w centrum miasta zobaczę na rynku wielki plakat reklamowy z takimi nazwami jak Venetian Snares, Minsk, 65dos, czy Dalek, albo że będę mógł o nich poczytać spacerując deptakiem. Ponieważ nie jestem z Wrocławia to utrudnieniem było rozbicie na dwa weekendy, dlatego dobrze w przyszłym roku tak nie będzie - może też przez to frekwencja będzie lepsza niż ostatnio. Z drugiej strony dobrze (choć pewnie nie dla organizatorów :P) że nie było zbyt wielu ludzi, atmosfera była bardziej kameralna, lepsza, łatwiejsza do skupienia na muzyce
    Co do składu, osobiście jestem za tym by urozmaicać. Jak sama nazwa wskazuje powinna być asymetria, a gdyby line up został zdominowany przez artystów post metalowych, sludgowych i doomowych (szufladki), to już by było zbyt tematycznie, podobnie i przez to nudno. Oczywiście, nie można też przesadzić w drugą stronę, by nie zdominować "eksperymentami", ale urozmaicić. Choć dotychczas podany skład jest interesujący ze względu choćby na Year of no light, Time to burn czy Altar of plagues (swoją drogą dobry pomysł z tym ostatnim - są trochę inni na tle reszty, dodają asymetryczności i urozmaicają), to czekam na "eksperymenty", jakim na przykład był Dalek - jeden z lepszych występów w tym roku, na jakim byłem (zazdrość mnie zżera że 11 będą znowu we Wrocławiu).
    Podsumowując, byłe tak dalej, bo inicjatywa jest świetna i potrzebna w tym rejonie (chyba nie tylko dla polaków, sąsiedzi niech wpadają). Pierwsza edycja była super, dlatego liczę że przyszłoroczna będzie co najmniej tak samo dobra, najlepiej lepsza

    • lKlT said...
    • User
    • 2 Nov 2009, 14:21

    [spam]

    [spam]

    Edited by hjbardenhagen on 28 Apr 2012, 04:42
    • Kwaxus said...
    • Subscriber
    • 2 Nov 2009, 15:50

    Re: Więcej symetrii w asymetrii.

    Jak na razie w składzie smuci totalny brak elektroniki, chociażby spod znaku "organicznych" fenneszowsko/heckerowskich glitchów, ambiento/drone'ów czy industrialu.
    Audioriver
    Nowa Muzyka
    Sacrum Profanum
    Unsound
    Plateaux

    Niestety, oni wszyscy byli pierwsi. A industrial też ma już swój fest, we Wrocławiu: http://www.last.fm/event/934039

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 4 Nov 2009, 10:32
    Nie popadajmy w skrajności. To, że są festiwale poświęcone elektronice i industrialowi niekoniecznie oznacza, że nie ma sensu pokazywać takiej muzy na Asymmetry. We wrocławiu masz też Jazz Nad Odrą, co nie znaczy, że ludzie nie przyszli by choćby na Zu, Vandermarka czy Braxtona.

    Skład kapel drugiej edycji festiwalu jest mało urozmaicony, ale mam nadzieję, że idzie za tym taka myśl, że togoroczny festiwal jest poświącony przede wszystkim sladżowi, a przyszłoroczny czemuś innemu.

    Nie zmienia to faktu, że w tym co pisze IKIT jest bardzo dużo racji.

    • Kwaxus said...
    • Subscriber
    • 4 Nov 2009, 17:13
    Ja nie przeczę, że chętnie bym ujrzał na Asymmetry Buriala, Fever Ray, Clarka czy Fuck Buttons, ale ci artyści albo już grali albo wkrótce zostaną przechwyceni na przyszłoroczne edycje wyżej wymienionych festów.

    A Asymmetry bądź co bądź trzyma się dość konkretnej formuły, takiej to właśnie stylistyki sludge-post-stoner, jak zwał, tak zwał. Takie koncerty Firlej serwował już wcześniej, a teraz je upiął w jeden festiwal. Z dodatkami. Jak Dälek (który mimo wszystko jest powiązany z tym nurtem), czy 65daysofstatic lub Venetian Snares.

    Dla wyjaśnienia, ja jestem za urozmaiceniem drugiej edycji o jeszcze kilka takich "dodatków", a nie tworzenia drugiego, trzeciego etc. potoku festu. Na takie coś za późno już, no i to by było wkroczenie na tereny zajęte przez imprezy, które wypisałem. Na takie coś trzeba by wyjechać z potężną artylerią. Poprawcie mnie, proszę, jeśli źle rozumuję.

    • hondak said...
    • User
    • 9 Nov 2009, 20:33
    Pierwsze Asymmetry było mrugnięciem oka, szturchnięciem łokcia wymierzonym słuchaczom - nie było dnia, w którym co najmniej jeden zespół nie odstawałby od pozostałych na tyle, by wzbudzić co najmniej zdziwienie.

    Idealnie byłoby, gdyby Asymmetry 2010 poszło w tym kierunku. Niech będzie przekornie, niedookreślenie, niech pojawią się artyści, których znajomym nie będzie można opisać jednym zdaniem. Niech będzie trudno i nie pod prąd, ale prądom wbrew.

    Może być i post, może być i sludge, może być i stoner. A do tego folktronica, ambienty, drone'y i inne ładne słowa, o których nie do końca wiadomo, co oznaczają, bo jeszcze są za świeże, jeszcze się nie utarły, brzegi mają asymetryczne.

    A mnie się marzy - więcej pograniczników elektronicznych i trochę współczesnej muzyki klasycznej - a co.
    I Tim Hecker na ostatni występ dnia ostatniego.

    • aen_ka said...
    • User
    • 19 Nov 2009, 10:31
    A ja mam nieco wrażenie, że wąż zjada swój własny ogon.
    Mało asymetrii, przynajmniej jak dla mnie - życzyłabym sobie zostać zaskoczona czymś znakomitym, czymś, czego jeszcze nie znam, i może nie do końca rozumiem, ale mimo to chylę czoła /ostatni Dalek narobił mi strasznego apetytu na podobne eksperymenty - byłam pod ogromnym wrażeniem/.
    Tymczasem nowe Asy obraca się na jednej półce, +/- jeden stopień. Niezmiernie cieszy EW i Yakuza, chętnie pojawię się na Esoteric, bo tego nigdy dość. Jesu sobie daruję, bo nudzi mnie niemiłosiernie, ale rozumiem, że jest spore grono fanów, którzy zapewne dostąpią katharsis przy pierwszych dźwiękach Broadricka. Nie chcę tutaj przesadnie malkontencić - ogółem jest dobrze, każdy znajdzie coś dla siebie, brakuje jedynie takiego ultra przywalenia w ryj, czegoś z zupełnie innej beczki, a co mogłoby otworzyć uszy tym smutnym konserwatystom i ortodoksom ;)
    Co do zjadania ogona - pojawia się tutaj kontrowersyjna dość kwestia. Czy jest sens sprowadzać aż tyle dużych gwiazd na jedną pojedynczą edycję, i przez to windować ceny? Ulubiłam sobie Fi między innymi dlatego, że zawsze proponował kwoty bardzo atrakcyjne i niejednokrotnie wychodziłam z koncertu z przekonaniem, że było tak dobrze, że mogłabym zapłacić za to więcej. Zdaję sobie sprawę z tego, że ekipa Fi pamięta o portfelach koncertowiczów i zapewne dochodzi do niezłych licytacji z menedżerami zespołów, ale pewnej sumy niżej przeskoczyć się nie da. Reasumując - wiem, dlaczego ceny są takie a nie inne, rozumiem, że nie można tego uniknąć. I jedynym rozwiązaniem zdaje się sprowadzanie mniej przodujących gwiazd - zostawienie 2-3 wielkich nazw, a dalej kombinatoryka średniej /ale dobrej!/ klasy. Nie możemy się przecież zbytnio rozpieszczać. Poza tym bardzo mnie niepokoi kolejna edycja, bo o ile wcześniej wiedziałam, co jest moim hajlajtem /Minsk/, tak teraz.. nie mam pojęcia, którego czarnego konia obstawić. :)
    Drugą rzeczą, która uwiera, jest zagraniczna promocja. Widzę tutaj bolesny dysonans, który dokładnie rozumiem /z jednej strony chęć zaspokojenia polskiego słuchacza, z drugiej - chęć zaistnienia na skalę europejską/, ale mam wrażenie, że trzeba ustalić priorytety bardziej solidnie. Tak serwowana nam asymetryczna scena w Polsce nadal jest nowością. Co prawda wychodzi już z powijaków, zaczyna stawiać pierwsze kroki, a nie tylko raczkować - ale to wciąż mało, mało. Jest oczywiste, że gdy tylko nasi zachodni sąsiedzi z co bliżej położonych landów dowiedzą się, co się kraje, wygryzą nas z interesu, bo dla nich to znakomity festiwal serwowany w nieprzyzwoicie wręcz niskich cenach. Trzeba też pamiętać o przepustowości Fi i sprawie technicznej, której zwyczajnie nie da się obejść - więcej niż circa 350 osób to on nie udźwignie. 350 osób to bardzo mało, za mało jak na chęć międzypaństwowej integracji. A ja jestem zachłanna i nie lubię się dzielić, niech sobie inne kraje same organizują swoje festy /w adekwatnych dla nich cenach/, ja dzielnie będę agitować kwestię, że to Polacy powinni być docelową grupą odbiorczą. Tak, jak to miało być w pierwotnym założeniu. Przynajmniej do czasu, aż się asy przeniesie na Pola Marsowe. ;)

    Tak czy inaczej, trzymam kciuki za powodzenie kolejnej edycji. I że ten wąż jednak wypluje swój ogon. ;)

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Nov 2009, 12:16
    Drogo strasznie. Dla mieszkających we Wrocku taki karnet to niezła opcja nawet za pełny festiwal, ale gdy przyjezdni płacą tyle za jeden dzień (bilet, pkp + jakieś wyżywienie) to robi się niestety nieopłacalne strasznie. A gdy chciałoby się jechać tylko na jeden support (YONL, EW średnio mnie interesuje) to już w ogóle 2/10. Gdyby np YONL było "gwiazdą" wieczoru + jakiś śmieszny support za 30-40zł to chętnie, ale w tym wypadku odpuszczam sobie (chyba że wygram np karnet, cha cha cha!). Doceniam ideę, ale rozplanowanie kto, z kim i za ile gra już nie.

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 19 Nov 2009, 18:35
    aen_ka pisze:
    Drugą rzeczą, która uwiera, jest zagraniczna promocja. Widzę tutaj bolesny dysonans, który dokładnie rozumiem /z jednej strony chęć zaspokojenia polskiego słuchacza, z drugiej - chęć zaistnienia na skalę europejską/, ale mam wrażenie, że trzeba ustalić priorytety bardziej solidnie. Tak serwowana nam asymetryczna scena w Polsce nadal jest nowością. Co prawda wychodzi już z powijaków, zaczyna stawiać pierwsze kroki, a nie tylko raczkować - ale to wciąż mało, mało. Jest oczywiste, że gdy tylko nasi zachodni sąsiedzi z co bliżej położonych landów dowiedzą się, co się kraje, wygryzą nas z interesu, bo dla nich to znakomity festiwal serwowany w nieprzyzwoicie wręcz niskich cenach. Trzeba też pamiętać o przepustowości Fi i sprawie technicznej, której zwyczajnie nie da się obejść - więcej niż circa 350 osób to on nie udźwignie. 350 osób to bardzo mało, za mało jak na chęć międzypaństwowej integracji. A ja jestem zachłanna i nie lubię się dzielić, niech sobie inne kraje same organizują swoje festy /w adekwatnych dla nich cenach/, ja dzielnie będę agitować kwestię, że to Polacy powinni być docelową grupą odbiorczą. Tak, jak to miało być w pierwotnym założeniu. Przynajmniej do czasu, aż się asy przeniesie na Pola Marsowe. ;)

    Tak czy inaczej, trzymam kciuki za powodzenie kolejnej edycji. I że ten wąż jednak wypluje swój ogon. ;)


    Trudno się nie zgodzić. Niestety, ale sprawa z karnetami została nieco spaprana. Jeżeli z założenia Asymmetry Fest ma promować oryginalne, nietuzinkowe, nietypowe (czy jak to tam chcecie nazwać) granie w Polsce, to czemu w sprzedaży jest tylko 100 karnetów? Skoro klub ma pomieścić 350 osób, a biletów jednodniowych ma być od 50 do 100 sztuk znaczy, że reszta wejściówek idzie na sprzedaż za granicę. Nie oszukujmy się, te 220zł nie jest małą sumą, przynajmniej dla polaków, tymczasem w niektórych krajach Europy 220zł za takie zespoły jest ceną śmieszną. Wychodzi więc na to, iż skorzystają na tym ludzie głównie spoza granic naszego kraju. Wydaje mi się, że gdyby karnety były sprzedawane tylko w Polsce i tak by się rozeszły bez najmniejszego problemu, więc po co aż tyle przeznaczać ich na rynek zagraniczny? Jeżeli Asymmetry ma przekształcić się w wydarzenie ogólnoeuropejskie to trzeba po prostu organizować fest w większym miejscu, tak aby również Polacy mieli większe szanse dostać się na festiwal organizowany w ich kraju...
    Może i trochę przesadzam, ale naprawdę jeżeli chcecie zrobić z tego festiwalu coś większego niż lokalne wydarzenie to kolejna edycja musi odbyć się w miejscu które pomieści więcej ludzi.

  • Na początek wielkie dzięki za pierwszą edycję Asymmetry i wszystkie inne mniej lub bardziej towarzyszące koncerty w Fi. Jeszcze trzy lata temu, kiedy zaczynałem kojarzyć Isisy i inne Neurosisy mieszkając na dalekim, południowym wschodzie, nigdy bym się nie spodziewał, że będę studiował w miejscu gdzie rok rocznie przyjeżdża(ć będzie) ponad tuzin artystów z tzw. nurtu. Samolubne brawa z mojej strony. A co do tematu...

    Nie będę pisał o lineupie, bo po pierwsze osobiście mi się podoba, a po drugie w znacznej mierze (przypadkowo lub nie ;)) jest ułożony z zespołów, które padły jako propozycje w tutejszym shoutboxie. Co do asymetrii, której wg niektórych brak, to wymusi ją pewnie wyczerpujący się z każdą edycją zasób gwiazd nurtu, więc nie panikuję. Przyznam jednak, że fajnie zobaczyć coś tak zaskakująco oszałamiającego jak Dälek. Kwestia biletów to chyba dużo większy problem, przynajmniej jeśli chodzi o ograniczenia geograficzno-terytorialne (ceny? wierzę, że dyktuje je rynek). 100 karnetów na Polskę wydaje się drastycznie małą ilością (przynajmniej patrząc na zadeklarowane tu chęci). W tym roku bywało momentami trochę pustawo, ale to naturalne, że impreza dopiero się rozkręca i chętnych przybywa. Roadburn zresztą też ma ponoć podobne problemy (cytując „ticket mayhem”), a druga edycja Asymmetry to nadal przecież testowanie formuły festiwalu. Jeśli zapotrzebowanie jest duże, może uda się ten problem rozwiązać w przyszłości?

    Właśnie, formuła festiwalu to nie tylko lineup, ideologia (mocna w słowach, niekoniecznie w praktyce, patrz „asymetrycznie”) i kwestie techniczne. Impreza trwa cztery dni, przyjeżdżają na nią ludzie z całej Polski (a jeśli dobrze rozumiem to w tym roku blisko połowa ma być też zza granicy), więc dobrze byłoby zadbać o nich nie tylko w godzinach (circa) od 19 do 24. Nie wiem, może takie inicjatywy miały miejsce, nie sprawdzałem, bo mieszkam na miejscu. Mam jednak wrażenie, że chyba nie. Świetnym pomysłem było umożliwienie darmowego wstępu do wrocławskich „placówek kulturalnych” i można, jak myślę, pójść jeszcze dalej w tę stronę. Jest konkurs dla młodych zespołów, to też wielki plus zwłaszcza dla artystów, ale może społeczność też czegoś prócz muzyki potrzebuje np. możliwości pokazania swoich artworków (strzelam). Nie chodzi o to, żeby przekombinować, bo Asymmetry to przede wszystkim muzyka, ale może przydałoby się przynajmniej sprawdzić, czy ludziom czegoś przed koncertami nie brakuje, czy może Wrocław im wszystko wynagradza.

    Większość festiwali, czy to muzycznych czy filmowych obrasta w różne poboczne inicjatywy. Asymmetry ma oczywiście na to jeszcze czas, ale może wcześniej=lepiej? Grupa fanów post/sludge/stoner(?) jest, co prawda chyba dobrze „zsocjalizowana”, ale integracji nigdy za wiele, zwłaszcza zakładając tak dużą liczbę gości z zagranicy. Takie projekty nie są, jeśli się nie mylę, drogie zarówno dla organizatora, jak i gościa festiwalu. Nie będę teraz sypał pomysłami wymyślonymi na poczekaniu, ale zdaje mi się, że to dobry pomysł. Chyba, że oczywiście postspołeczność nie znosi „pokazów-artystycznych-niekoniecznie-muzycznych”.

  • Uzupełnianie przestrzeni

    Dla mnie dopiero zabawa się zacznie, po raz pierwszy wybieram się w tym roku na Asymmetry. Do fantastycznego, przemyślanego i logicznego programu dorzuciłabym kilka elementów, które dopełniłyby idealnie zaproponowany zestaw:

    Au4 - zespół łączący subtelność ambientu z odrobinę industrialną elektroniką i elementami post-rocka. Eteryczny, atmosferyczny koncert gwarantowany.

    Eighties Matchbox B-Line Disaster - zespół, który nagrywa tak doskonałe płyty jak "Horse of the dog", nie może nie wypaśc doskonale na koncercie. Myślę, że zadowoliłby zarówno fanów bardziej klasycznego, rockowego grania, jak i stonerowców zainteresowanych QOTSA czy bliżej - Eagle of Death Metal, oraz dobrego, grubego psychobilly. Stuprocentowa pozycja.

    Yndi Halda - zespół powraca do grania na żywo, warto byłoby więc zapytac, czy nie zechcieliby pokazac się także polskiej publiczności. Nie wiem, czy należy ich przedstawiac - ich jedyna jak na razie płyta, mająca już status kultowej dla wszystkich post-rockerowców, Enjoy Eternal Bliss, to kilkadziesiąt minut absolutnego grania. Podobnie jest podczas koncertów, jeśli zechciec ufac dostepnym ja Youtube filmom.

    Zasugerowałabym także Petera Brodericka, który czaruje wszelkie instrumenty i wydaje fantastyczne albumy, Album Leaf, którzy omijają podczas europejskiej trasy Polskę, oraz kanadysjką grupę Besnard Lake, która za dokładnie miesiąc i jeden dzień wyda oficjalnie kolejną płytę - podopieczni GSY!BE, The Dears i Stars dotychczas sprawowali się świetnie, nie miałabym więc obaw co do ewentualnego kocnertu.


    Poza muzyką: film. Jest pewien pan, Vincent Moon, który od jakiegoś czasu zapisuje koncerty i publikuje je na swojej stronie jako "Take Away Concerts". (http://www.blogotheque.net/spip.php?page=cae_all&lang=en)
    Możnaby namówic go do zgody na puszczanie tych filmów, a nawet na przyjazd (ostatnio dużo pdoróżuje, promując swoje dzieła), tym bardziej, że lada moment wyjdzie na świat jego nowe dzieło, "Burning" - znakomita koncertówka Mogwai(sugerując się kilkuminutowym teaserem oraz tym, co chociażby zrobił już z The National w "A skin, a night"). Mógłby to byc nawet rodzaj wernisażu poświęconego jednemu artyście.

    Druga sugestia - film, który bardzo trudno jest dostac albo wydobyc z rąk Szwedzkiego Stowarzyszenia Filmowego, koncert Erika Enockssona, Skinnskatteberg, wyświetlany chociażby na End Pilot Festival w Niemczech w ubiegłym roku. Bylby to strzał w dziesiątkę.

  • .

    post scriptum. Tak sobie nostalgicznie pomyślałam, że jakbyście robili jeszcze Firlejowskie Śniadania w klubie, rano, gazeta, kawa, jakaś organiczna potrawa i muzyka w doskonałym towarzystwie, to byłoby absolutnie:)

  • [spam]

    [spam]

    Edited by hjbardenhagen on 4 Aug 2011, 17:27
    • Kidriv said...
    • User
    • 13 Feb 2010, 14:03
    Dawno nie pisałem już żadnych mądrych refleksyj na jakikolwiek temat. Wena mi coś umykała przez ostatni rok czy dwa, aż wstyd. . .
    Niemniej warto coś konstruktywnego w oparciu o chęć otrzymania karnetu z siebie wypocić. A więc oto moja historia !

    Jak się dowiedziałem o Asymmetry ? Żaden nie wie, nie pamiętam, nie słuchałem żadnego z zespołów z line-up'u zanim nie dowiedziałem, się o festiwalu. Neurosis już pobrzękiwało w głowie, to prawda, nie śmiem jednak stwierdzić, że skusiły mnie występujące na pierwszej edycji ‘klony’ tejże kapeli. No, Tepera jednak zaskoczyła na samym gigu, ale tego pakując walizeczki do podróży pewnym być nie mogłem.
    Podróż zaplanowałem na pierwszy weekend, wydał mi się i ostrzejszy i ciekawszy. Myślałem sobie – ‘spokojnie, Piotruś, kupisz sobie ładnie karnecik na pierwszy tydzień a za siedem dni będziesz się jeszcze na Minsk i Blindead rozbijał’. Niestety! Wypadłem z szału koncertowego i ostatniego dnia festiwalu nie zaliczyłem. Troszkę wstyd.

    Karnet zakupiłem, cena miła dla oka plus równie miła dla portfela zniżka na Hostel Europa. Przyzna każdy, że pomysł z podłączeniem Europy pod festiwal, to jedna z lepszych opcji jaką ktokolwiek mógł wymyślić. Wrocław oczywiście miastem jest bardzo pięknym, jednak nie za bardzo mi się uśmiechały powroty przez pół miasta o pierwszej czy w nocy po każdym koncercie. Stary nudziarz ze mnie, cóż poradzić, niewiele! Wychodząc z założenia, że najlepsze przygody są zupełnie akcydentalne, a nie planowane – jak to się mówi potocznie – ‘wziąłem i pojechałem!’. Gitowców oczywiście spotkaliśmy z kompaniją przynajmniej raz na swojej drodze, tuż przy Firleju przyczajeni jęczyli coś o brudasach, kiedy Marian od nas przegrywał kolejne złotówki na automatach. Zbiorowisko niczym na boisku szkolnym w trakcie przerwy, czort wie skąd się nagle tylu młodocianych ‘kwa-kwa-ra-kwa’ wzięło (błagam, nie pytajcie czemu nazywam dresików per kwakwarakwa), no ale byli, swoje zrobili, ktoś chyba nawet butelkę rozbił i…tyle ich widziałem. Przygoda zaliczona.

    Pierwszy dzień zapowiadał się srogo. Zapoznawszy się mocno oględnie, przyznaję, z twórczością Baroness i Ufommamutta oczekiwałem tzw. Ładnej zabawy. No, nie przeliczyłem się. Już Lento wbiło mnie w fotel (bo akurat postanowiłem sobie przysiąść), basy i trzy gitarki tak dudniły, że sam Ufomammut nie był w stanie przebić pobratymców mocą. Co nie znaczy oczywiście, że i koncert dali słaby, wręcz przeciwnie. Klimacik został zachowany, fotka została zrobiona i w ogóle pięknie, jeden z lepszych gigów w obrębie pierwszej połowy festiwalu. Potem Baronowa…. Matko Bosko Jedyno! Jak wyszedł Leonidas-wokalista i otworzył swoją nader pojętną paszczę, to wiedziałem że będzie pięknie. Szaleństwo pod sceną przez cały koncert, aż pijany nie tylko ze szczęścia zawinąłem się do Hostelu. Tam spotkałem kolegę, który podczas Izaaka już zalegał w kibelku, a potem przeniósł się jakimś cudem do naszego pokoju. Standard – głowa w śmietniku i dogorywanie. Któż z nas jednak w pierwszą noc nie dogorywał? Takie koncerty walą się człekowi na głowę, że na trzeźwo nie sposób odpowiednio reagować!

    Dalej już tylko na kacu…
    Drugi dzień piękny, słoneczo, cieplutko, takie tam, mijają godziny, i bach! Zwalamy się do Firleja, ja jak zwykle wkurzam się, że mój budżet nie zawiera opcji o nazwie ‘kasa na merchandise i inne pierdle’, a w międzyczasie muzycznie produkuję się zespół, który ktoś do jakiegoś postmetalowego eyehategodoa porównywał. Smutno mi było, bo w życiu bym o tamtej kapelce tak pozytywnie się nie wyraził. Nic to, trafiliśmy akurat na jakieś ostatnie dwa numery, a potem wkroczył kolejny Leonidas festiwalu – tym razem jako wokalista zespołu Tephra który to zaznaczyłem sobie jako osobiste odkrycie. Świetna muzyczka, w ogóle się nie nudziłem, co na takim Isis w Proximie się zdarzyło dla przykładu, oj zdarzyło się. . .

    65daysofstatic również pozytywnie zaskoczył, muzyka wysoce energetyczna i nawet mniejsza ilość osobników na drugim dniu festu nie przeszkodziła w dobrym klimacie.

    Hostel => Spanie => zamiana miejsc, wyjeżdża Marian, przyjeżdża Anna => szukanie po Wrocławiu krasnali => kolejna przygody w postaci paskudnej pizzy z orzechami i papryką salami zamiast kiełbasy o tej samej nazwie….

    Ten dzień skończył się największym failem z mojej strony w postaci OMINIĘCIA KONCERTU AMEN-RA!! Nic nie poradzę, wyszedłem w celach conamniej zwariowanych, trochę szalonych w trakcie meganudnego Storm Of Light i już nie wróciłem.
    Tyle o moim pobycie. Przyznaję się do błędu, pisząc o występie Tephry i Kingom miałem na myśli dzień trzeci, a nie drugi, proszę to zwalić na karb strumienia świadomości.

    Cóż mogę rzec podsumowującego? Druga edycja zapowiada się oczywiście lepiej, mam na myśli muzyczną stronę. Siła oddziaływania kapel wzrosła spokojnie o parę oczek w górę. Nie dziwne – pierwsza edycja przyjęła się nie tylko w Polsce, jeśli więc teraz zespoły same chętnie wysyłają promosy i zgłaszają chęć wystąpienia w Firleju, to możemy już spokojnie przyznać, że idea się obroniła. Ktoś wyżej napisał mądrą sentencję traktującą o zespołach-wtf. Kapele dla organizatorów być może wydawały się interesujące, mnie jednak osobiście ( i widzę, że nie tylko mnie ) nie tylko nie powaliły, ale może wręcz żenowały swoją wtórnością. Nic to! Było minęło, a bawimy się dalej, karnety co prawda droższe, festiwal krótszy, ale tym lepiej dla niego. Sądze, że zwarta struktura wyjdzie asymmetry tylko na dobre. Dla malkontentów jest i dodatkowy dzionek 29ego kwietnia, który przyznam, wyśmienicie połechtał moje muzyczne zachcianki (mimo, ze oprócz Zu nic a nic nie znałem z pozostałych wykonawców), do tego konkurs, o którym już się wypowiadałem na last.fm ( ;) ) i tajemniczy 24.IV stoner-day. Chcieć więcej? Jeśli tak, to niewiele, ja najchętniej już bym się tam znalazł, pokontemplował dobrą muzyczkę, trochę potańcował, parę słów z kimś zamienił, płytkę kupił, koszulkę założył, a potem spił się z ekipą w hostelu ;) A, no i tym razem zabieramy mapę krasnali – trza wszystkie odnaleźć ! Będzie dobrze, nawet odwołanie Electric Wizard nie jest w stanie zburzyć mojego nastawienia.

    PS. Dobra, nie bardzo mnię kręci EW i mocno się jaram obecnością Kylesy i Shrinebuildera z ‘okazji’ odwołania Czarodzieja.

    Piotr Rutkowski
    Napisane, lecz nie-czytane (zostawiam Potomnym!)

    • Kidriv said...
    • User
    • 14 Feb 2010, 12:58
    Ojoj, z tego wszystkiego nie wspomnialem prawie nic o swoich przemyśleniach związanych z następnymi edycjami. Z drugiej strony napisane jest jak przyslowiowy byk, że asymmetry dotyczy nowatorskich koncepcyj, a lansowany przeze mnie stoner do owych zdecydowanie nie należy ;) Nie raz slyszalem, ze nie oplaca robić się w pl. gigów z tą muzyką, gdyż wiadomo, frekwencja nie taka będzie, nie ma opcji, żeby ludziom chcialo się pól polski przemierzyć, żeby zobaczyć niszową, acz kultową kapelę. A jednak, koncert Branta Bjorka wzbudza srogie zainteresowanie, koncerty Atomic Bitchwax w zeszlym roku też nie okazaly się frekwencyjnym (ale niestety organizacyjnym) niewypalem. Wszystko jest do zrobienia i wszystko da się zrobić, milo byloby trochę odpuścić pewnego dnia asymmetry i pomiędzy post-kosmiczno-depresyjne pejzaże elektroniczno-instrumentalno-wokalne wstawić chamski, podsycany blotem i/lub pustynią wygar. Z tego powodu cieszę się z planowanego koncertu Shrinebuilder, który wiadomo-kogo-w-skladzie-posiada i wiadomo jakich klimatów można się po nim spodziewać. Chyba tyle w tej sprawie i już daję spokój i jadę na walentynki ;)

  • Pierwsza edycja Asymmetry Festival już dawno za nami, wielkimi krokami zbliża się druga. Głównym zarzutem formułowanym pod adresem Asy 1 było rozbicie imprezy na dwa weekendy: 17-19 i 24-26 kwietnia. Do tego wydarzenia satelickie: lutowe before party z Young Widows i Guantanamo Party Program, konkurs Neuro Music w marcu i Venetian Snares + Otto von Schirach 16 kwietnia w Mekce. Przed Asy 2 jest co prawda znacznie więcej imprez mniej lub bardziej związanych z festiwalem, ale impreza główna to już jeden weekend – co prawda długi i majowy, ale z punktu widzenia osób mieszkających poza Wrocławiem to na pewno duże ułatwienie minimalizujące koszty.

    Wspomniałem o dużej ilości imprez nawiązujących w jakiś sposób do samego festu: widać, że organizatorzy dbają o rozpoznawalność marki oraz – o czym najlepiej świadczy line-up tych koncertów – również o jakość z nią związaną. Nie trzeba daleko szukać – w tym roku po konkursie Neuro Music nie zagra debiutująca kapela post-rockowa ze Szwecji, a sama Jarboe. I tym razem ceny biletów nie będą w okolicach sześćdziesięciu złotych, a niecałych trzydziestu. Oklaski.

    W tym roku w line-upie festu brak polskich zespołów. Część osób uważa to za wadę (w zeszłym roku, dla przypomnienia, prócz zwycięzcy Neuro Music, grał Blindead). Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę jednak coraz prężniej rozwijającą się polską scenę, warto byłoby przemycić choć jednego polskiego wykonawcę – niechby i nawet byli to Tidesi, którzy wygrali w zeszłym roku Neuro Music.

    Tomek w szałtboksie przedstawił swój punkt widzenia – i okej, jest to zrozumiałe.

    Nie wiem, na ile jest to zasługa organizatorów, a na ile jest to kwestia po prostu kapel, które się zgłosiły do Neuro Music, ale cieszy coraz większa różnorodność kandydujących kapel, choć w kwestii głosów widać przewagę zespołów mniej lub bardziej kopistowskich. Niemniej jednak coraz więcej kapel odważnie korzystających z dobrodziejstw muzyki elektronicznej pojawia się w okolicach festiwalu – to dobrze. Festiwal i Firlej, w którym się odbywa, kojarzą się z odważnym podejściem do muzyki, jakie reprezentuje większość występujących tam artystów. Coraz większe otwieranie się na szeroko pojęte nowe na pewno nie zaszkodzi imprezie, a możliwe, że przyczyni się do poszerzenia grona fanów i sympatyków przedsięwzięcia. Krokiem może nieco bardziej ryzykowanym, acz wartym rozważenia jest poszerzenie przedmiotu festiwalu: zamiast koncentrować się tylko i wyłącznie na muzyce, można by pokusić się np. o nocne projekcje eksperymentalnych filmów, wystawy odbywajace się równolegle z festiwalem. Asymmetry jest coraz bardziej rozpoznawalną marką, galerie sztuki mogłyby również skorzystać na takim układzie. To wszystko jednak sfera rozważań.

    Żeby nie było tak słodko: mam wrażenie, że opcja wielokrotnego głosowania nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem, ale chyba o to chodzi, żeby uczyć się na błędach (o czym świadczyć może w pewnym sensie zmiana rozkładu festiwalu: zamiast dwóch weekendów, jeden długi).

    Howgh.

    Sitting in the waiting room...
  • hiii!!!

    Guys, I don't understand Polish as well as I'd like to.so, Can anyone tell me,please, what's the price for the whole festival or an each single day of it?

    • [Deleted user] said...
    • User
    • 15 Feb 2010, 20:26
Anonymous users may not post messages. Please log in or create an account to post in the forums.