Wyjątkowo długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Koncert wywołał na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo wytrwałych poszukiwań, wciąż nie mogłam znaleźć odpowiednich słów, które godnie opisałyby to, co wydarzyło się 13 grudnia w krakowskim klubie Studio. Teraz, gdy upłynął już tydzień, spojrzenie z perspektywy czasu wraz z lekko okrzepłymi uczuciami pomogły w przelaniu na papier kłębiącego się w głowie chaosu.
Impreza „Finale in black”, jak sama nazwa wskazuje, utrzymana była w black metalowym klimacie zespołów z różnych krajów Europy. Na skrzydłach czarnego ptaka unosił się ponad nimi powszechnie znany Satyricon, którego obecna twórczość według wielu fanów stawia pod znakiem zapytania ciągłą przynależność do tego gatunku. Pozostałe trzy zespoły o tajemniczo brzmiących nazwach pełniły rolę supportów przed wielką gwiazdą.
Pierwszy na scenie pojawił się zespół Posthum, który swą monotonnością i mało zaskakującymi kompozycjami uśpił wówczas nieliczną publiczność. …